muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=7HVvnfB-SPo

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 23- Lili- OSTATNI.

 
 Minęły trzy tygodnie odkąd wyjechał Justin. Jest strasznie zapracowany i rzadko rozmawiamy. W naszym mieście pojawił się X-Factor. Postanowiłam skorzystać z szansy i się zgłosić. Przeszłam do pierwszego etapu.
 Jest jakiś nowy juror. Chciałam mu zaimponować więc ubrałam się elegancko. Włożyłam beżowe rurki, białą bluzkę i  biało-niebieską marynarkę ombre oraz czarne szpilki.
 Justin całkiem niedawno wydał płytę. Postanowiłam zaśpiewać jedną z jego piosenek. Cały dzień chodziłam w nerwach.

*********

  Za dziesięć minut mam wejść na scenę, jednak nie zaśpiewam jego piosenki. Nie pozwolono mi. Mam zaśpiewać Emily Osment. Za kulisami chodziłam w tę i z powrotem. Nigdy się tak nie denerwowałam. Nigdy.
- Boo!- Podskoczyłam z przerażenia.
- Justin?- Mocno go przytuliłam.- Co ty tu robis?
- Przecież nie mogłem przegapić występu swojej narzeczonej- pocałował mnie a następnie pierścionek.
- Tęskniłam za tobą.
- Ja za tobą też. Idę zająć swoje miejsce. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Podeszła do mnie operatorka czegoś tam, podała mi mikrofon i powiedziała że mam wyjść na scenę. Wszyscy zaczęli bić brawo. Rozglądałam się w poszukiwaniu Justina ale go nie dostrzegłam.
- Dzień dobry- powiedziałam do mikrofonu.
- Witamy.- Odpowiedział jeden z jury.- Jak masz  na imię?
- Lili.
- Czy zauważyłaś u nas coś dziwnego?
- Tak.
- Co?
- Powinno być trzech jury. - Śmieszyła mnie ta rozmowa.
- Otóż to! Panie i panowie! Powitajcie nowego jurora! Oto wschodząca gwiazda muzyki! Justin Bieber!

 Gdy to usłyszałam zaczęłam płakać. Nie wiem czy ze szczęścia, po prostu płakałam.
- Lili, powiedz nam ile masz lat?- Ten juror znowu zaczął.
- Dwadzieścia.
- Masz chłopaka?
- Narzeczonego.
- Gdzie on jest?
- Siedzi obok pana.- Wytarłam łzy.
- Dobrze kochanie. Zacznij śpiewać- powiedział Justin. Chwilę później zaczęła lecieć muzyka.
-Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

I'm feeling fine, it's not a crime
I got my money in the trunk so lets ride
And who are you to say we're through
You know this back and forth is just what we do
I got my future in my sight tonight
I just sit back and enjoy the ride
I look my past dead straight in the eyes
Say goodbye, say goodbye

Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something

Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

You got your criminal side
I got my miscreant mind
Let's show the world
We just know how to get light
Won't take to all the wrong streets
This is my identity
I live the life of one
Who wants to be free
I got my future in my sight tonight
I just sit back and enjoy the ride
I look my past dead straight in the eyes
Say goodbye, say goodbye

Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Wyłączyli muzykę. Każdy z jury wypowiadał się, Justin ostatni:
- Kochana, jesteś jedną z najlepszych uczestniczek tego programu. Czeka cię sława. Jestem na tak. 
- Brak mi słów. Wokal był idealny. Jestem na tak.- Mimowolnie zaczęłam płakać. 
- Zawsze wiedziałem że masz wspanialy wokal. Jestem tu by cię wspierać. Jestem na tak. Czeka cię świetlana przyszłość. 
- O matko.. Chodź tu. 

Zadowolony podbiegł do mnie i mocno przytulił. Wypłakałam się w jego ramię i zeszłam ze sceny. 

***************

Wygrałam X-Factor'a. Obecnie pracuję nad swoją pierwszą płytą.
Z Justinem za miesiąc mamy ślub. Widzimy się prawie codziennie omawiając szczegóły wesela.
To coś niesamowitego.
 Zaczęło się od przypadkowego spotkania a skończyło na sławie i miłości.

Zdanie I met you by chance zostanie w mojej głowie na zawsze.

Mam nadzieję, że będę już zawsze szczęśliwa. Wiem, że show-biznes zawsze rozdziela związki. Ale my będziemy inni. Będziemy sobą.

________________________________________________________________________
___________________________________________________________________

NO WIĘC KTO PŁACZE ZE MNĄ?? SKOŃCZYŁAM SWOJEGO PIERWSZEGO BLOGA.
MACIE LINK DO MOJEGO NOWEGO BLOGA : http://dreams-come-true-just-believe-it.blogspot.com/
MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ SPODOBA.
DZIĘKUJĘ WAM ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ. 



sobota, 8 marca 2014

Rozdział- 22 Lili


WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM :'(


* PARĘ MIESIĘCY PÓŹNIEJ, LIPIEC*

    Razem z Justinem wróciliśmy do Kanady. Naszą tradycją stały się wieczorne spacery po mieście. Nie ma dnia kiedy jesteśmy osobno.
   Odkąd Justin mi się oświadczył nie pokłóciliśmy się ani razu. Bardzo często prosi mnie abym zakładała czarną sukienkę którą kupił mi na Barbados. Zawsze gdy o to prosił śmiałam się.
  - Gdzie dzisiaj idziemy pani Bieber?- Spytał Justin pomagając mi zejść po schodach.
- Hymm.. Może pojedziemy na naszą łąkę?
- Chodź do mojego samochodu.
- Masz grzecznie kierować.- Oboje się zaśmialiśmy.
- Okej, skarbie.
- Nie udawaj romantyka- przydusił mnie do samochodu.
- Słucham?- Powiedział z cichym śmichem. Ja też się śmiałam, głupie żarty nigdy się nie zmienią.
- Masz nie udawać.
- Ale czego?- Jego usta delikatnie całowały moje ucho.
- Jedźmy już.
- Dobra, ale wiedz że tego tak nie zostawię.

   Wsiedliśmy do samochodu. Podróż minęła spokojnie. Justin od czasu do czasu się śmiał, jak przypominałam mu wakacje na Barbados. Nie zapomnę widoku Jussa który wywala się na piasku i zaś zwala winę na psa którego tam nie było. I te jego tłumaczenia....
 Wysiedliśmy z samochodu. Znałam już drogę na tę "Naszą" łąkę ale on i tak zawsze mnie niósł. Upierał się, że grozi mi niebezpieczeństwo. Ciekawe jakie...   Zdjęłam szpilki i zaczęłam biegać po trawie.
- Co ty robisz?- Spytał rozbawiony.
- Uciekam.
- Przed...?
- Tobą..
- Dobra, masz trzy sekundy na ucieczkę. Raz..... Dwa.... Gonię.

Złapał mnie od tyłu, jak to miał w zwyczaju. Śmiałam się głośno. Wiedziałam że mój uśmiech to jego radość w ciągu dnia.  Położył mnie na trawie, na mokrej trawie. Spojrzałam w bok. Po chwili skupienia można było dostrzec krople rosy na zielonej trawie.
- Spójrz na mnie- poprosił.
- W czymś mogę pomóc swojemu narzeczonemu? - Spojrzałam w jego oczy.
-  Tak...- Odpowiedział kuszącym głosem.
- A w czym?- Starałam się go naśladować. Wychodziło mi to. Justin oblizał usta a w jego oczach pojawiło się pożądanie.
- W planowaniu naszego ślubu.

 Zatkało mnie, ale skinęłam głową. Uśmiechnął się szeroko i delikatnie pocałował w usta.Przez chwilę przyglądał mi się uważnie.
- Mam coś na twarzy?- Spytałam niepewnie.
- Nie, ale nie mogę uwierzyć że mam taką piękną narzeczoną.
- LIZUS. Dawno nie śpiewałeś.. Zaśpiewaj coś, proszę.- Usiadłam mu na kolanach.
- Może później. 
- Co robimy?
- Poczekaj aby odbiorę telefon. Zostań tu.
- Nigdzie się nie wybieram.

 Nie mam pojęcia z kim rozmawiał przez telefon. Była to poważna rozmowa, widziałam skupienie na jego twarzy. Po zakończeniu rozmowy wrócił do mnie i zaproponował pójście do księgarni. Zdziwiłam się gdy to zaproponował ale się zgodziłam.
  Kupił mi książkę pod tytułem: " Dla miłości odległość nie ma znaczenia ." Teraz już wiem o co mu chodzi. On próbuje mi coś powiedzieć. Ale co??

- Justin czy ty...- Przerwał mi pocałunkiem.
- Kocham cię i będę kochał zawsze. Zapamiętaj to okej?
- Dobrze ale cze..- Znowu mi przerwał pocałunkiem.

Poszliśmy do Justina na podwórko. Usiedliśmy na hamaku. A raczej Justin na hamaku a ja na nim. Przyglądaliśmy się jego rodzeństwu. W pewnym momencie podszedł do nas Jeremy, zwrócił się do Justina:
- Powiedziałeś jej?
- Jeszcze nie.- Odparł ze smutkiem w głosie.
- Masz czas do jutra popołudniu. Dobrze o tym wiesz. - I odszedł.
- O co chodzi?- Spytałam ciekawa a za razem przerażona.
- Możemy iść do mojego pokoju?

   Usiadłam na łóżku i czekałam aż zacznie.
- Lili ja..... Dostałem kontrakt na nagranie płyty i wyjeżdżam jutro na drugi koniec świata na dwa miesiące, ja naprawdę chciałem ci powiedzieć ale nie umiałem. Przepraszam.

W takich oto momentach mój świat się wali. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.Justin mocno mnie przytulił i nic nie mówił. Pragnęłam zostać w jego ramionach na zawsze.
- Chcesz nagrać płytę?
- Tak skarbie. Będą o tobie.
- Nie wytrzymam bez ciebie dwóch miesięcy- płakałam coraz bardziej.
- Gadałem już o tym z menage. Będziesz mogła przyjechać  za dwa tygodnie i zostaniesz ze mną do końca.
- Po co?
- Nagrasz ze mną piosenkę kochanie.
Rozpłakałam się maksymalnie. Tym razem ze szczęścia i smutku połączonych razem.
Chwilę później zasnęłam w jego objęciach.
______________________________________________________________________________________________________________________


PRZYKRA WIADOMOŚĆ DLA CZYTELNIKÓW BLOGA.
JEST TO 22 ROZDZIAŁ CZYLI  PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ. BARDZO TRUDNO JEST MI GO KOŃCZYĆ ALE WYCZERPAŁAM SIĘ TOTALNIE.
BRAK POMYSŁÓW NA ROZDZIAŁY A JAK PROSIŁAM WAS O POMOC OLEWALIŚCIE TO.
 WY NIE POMAGACIE JA KOŃCZE TEGO BLOGA.
PRZY OSTATNIM ROZDZIALE DODAM LINK DO NOWEGO BLOGA.
DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ I DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ :') / LIL

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 21- JUSTIN

  Po jej policzku spłynęła łza a w oczach rozbłysła radość. Usta zakryła ręką i powiedziała "tak". Uśmiechnąłem się, wstając wsunąłem pierścionek na jej palec. Przytuliłem ją mocno i cmoknąłem w policzek.
- Od dziś jesteś pani Bieber- schowałem nos w jej włosy.- Moja pani Bieber.

 Staliśmy tak przez chwilę aż ją puściłem. Wytarłem jej łzy które miała na policzku.
- Idziemy popływać?- Spytała.
- Idź ja popatrzę.- Aby udowodnić to co powiedziałem zdjąłem marynarkę i rozsiadłem się na leżaku.
- Będziesz tego żałował.- Zdjęła szpilki.
- Wątpię- otworzyłem puszkę piwa.

  Ściągnęła sukienkę i wskoczyła do basenu. Przyglądałem się jak płynie w tę i z powrotem. Na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy.
- Lili, chodź spać- stanąłem przy basenie.
- Podaj mi ręcznik.
- Pomożesz mi gasić świeczki?
- Ja zgaszę te w domu a ty na dworze.

   Rzuciłem jej ręcznik i pokazałem język. Zrobiła to samo.
Zabawne, jak jesteśmy do siebie podobni. Owinęła się ręcznikiem i weszła do domu.
 Zacząłem gasić każdą świeczkę po kolei. Gdy zgasiłem około dwudziestu świeczek przyszłą Lili żeby mi pomóc. Była już w piżamie.
 Po zgaszeniu ostatniej świeczki przytuliłem ją od tyłu.
- Chodźmy spać.- Ziewnęła.
- Ale jesteś zmęczona.- Wziąłem ją sobie na ręce i zacząłem nieść do domu.
 Zasnęła podczas drogi wtulając się w moją pierś.

* R A N E K *

Właśnie przyrządzam śniadanie do łóżka dla swojej narzeczonej. Od trzydziestu minut stoję w kuchni ubrany w dresowe spodnie.
 Zrobiłem herbatę, wszystko położyłem na tackę i zaniosłem do naszej sypialni.
- Wstajemy kochanie!- Krzyknąłem.

Odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła blado. Położyłem śniadanie na jej kolanach gdy usiadła.
- Dobry- powiedziała i pocałowała mnie.- Dziękuję.
- Za to ty gotujesz obiad.- Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu gdy zauważyłam jej minę.
- Hymm..... Zgoda, ale nie będziesz mógł wejść do kuchni ani razu podczas gdy ja będę gotowała.
- Okej, ubierz się, zjedz i zejdź na dół.

  Wyszedłem z pokoju dając jej czas na ubranie się. Usiadłem na kanapie w salonie. Kilka minut później zeszła Lili ubrana w fioletowe spodenki, białą koszulkę z napisem "forever You" i vansy. Włosy związała w koka i zaczęła gotować.

- Co gotujesz?- Spytałem gdy poczułem zapach sosu do spaghetti.
- Szybki obiad.- Nie wytrzymałem i podszedłem do niej. - Miałeś nie wchodzić.- Stała do mnie plecami.
Chwyciłem ją delikatnie za biodra a głowę położyłem na jej lewym ramieniu.
- Trudno jest mi stać tak daleko od swojej narzeczonej.- Przysunąłem się bliżej.
-Ja próbuję gotować- zrobiłem jeszcze jeden krok w jej stronę.
- Próbujesz czy gotujesz?- Między nas nie dałoby się włożyć nawet kartki papieru.
- Gotuję- zjechałem rękami niżej.
- To gotuj.- I z powrotem w górę. Powtórzyłem to kilka razy.- Ja będę się przyglądał.

Nie odpowiedziała.
- Co będziemy robić po obiedzie?- Spytała nakładając makaron na talerze.
- Pójdziemy grać w golfa.
- Serio?- Odwróciła się w moją stronę z talerzami w rękach.
- Tak- wziąłem jeden talerz i nalałem sosu.
- Kiedy idziemy?- Powtórzyła mój czyn.
- Po obiedzie.
 
 Usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy w ciszy i spokoju.

* * * *

  Jesteśmy w drodze na pole golfowe.
- Umiesz grać?- Zapytałem.
- Tak, a ty?
- Głupie pytanie pani Bieber.

 Doszliśmy na miejsce. Wzięliśmy  kije golfowe i piłeczki. Weszliśmy na pole. A może by się o coś założyć? Hym...- No więc o co zakład?- Wyprzedziła mnie.
- Pomyślmy...
- A może.. Jeśli JA wygram kupisz mi sukienkę którą widziałam w sklepie.
- A jeśli JA wygram to.. Zorganizujemy sobie romantyczny wieczór.
- Zgoda.

  Zaczęliśmy grać, na początku dawałem jej fory. Ale gdy zauważyłem, że ona bierze to na poważnie skupiłem się na grze. Na grze, starałem się ignorować Lili która starała się mnie rozproszyć.
 Jesteśmy na przedostatnim dołku. Lili chwyciła mocno moją rękę i powiedziała cicho:
- Justin, Jack tu idzie z...- Odwróciłem się.
- Niki.- Dokończyłem za nią.
- Bieber!- Krzyknął i przybił mi piątkę.
- Witaj Justin. Widzę, że masz nową dziewczynę.- Podała Lili rękę.- Jestem Niki.
- Lili- odpowiedziała i uścisnęła jej dłoń.
- Twoja dziewczyna?- Spytała zwracając się w moją stronę. Chciała się upewnić.
- Narzeczona- poprawiłem ją.

Spojrzała na mnie zdziwiona. Co ona sobie myślała? Że już się nie zakocham? Była w błędzie...- Co was tu sprowadza?- Spytałem z czystej ciekawości.
- Jesteśmy na wakacjach. A wy jak widzę gracie w golfa, kto wygrywa?- Odezwał się Jack.
- Remis- odpowiedziała Lil.
- Nie będziemy już przeszkadzać. Żegnaj Juss, pa Lil.- Powiedziała Niki i odeszli.
- Kończymy na tym remisie?- Odwróciłem się w jej stronę.
- Czyli ty dostaniesz sukienkę...
- A ty romantyczny wieczór.
- Zgoda, chodźmy po tą sukienkę.

  Oddaliśmy kije i poszliśmy do sklepu. 
Lili wybrała naprawdę ładną sukienkę. Była czarna przed kolano, z wycięciem na plecach. Z przodu miałą złote wzorki. Leżała na niej idealnie, przez co wyglądała seksownie. Okręciła się jak modelka i podeszła do mnie. Chciała mnie pocałować ale wtedy zjawił się on.... On nas do cholery śledzi?!- Serio stary?! Kurwa serio?! Co ty śledzisz nas?- Spytałem a jad wylewał się z moich ust. Lili nadal mnie tuliła. To właśnie dzięki niej w tej oto chwili nie przywaliłem Will'owi.
___________________________________________________________________


Wiecie co to olśnienie?
Rozdział został napisany na lekcji chemii i angielskiego.
Dzięki nauczycielowi od angielskiego dostałam weny.
Rozdział według mnie kończy się zajebiście.  Wam może nie. dlatego że nie wiecie co będzie później a ja tak.
Podoba wam się?
Czekam na BAAARDZO długie komentarze od was./ LIL

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 20- Justin and Lili

Sto lat Kochany!! <3
                                                              **   JUSTIN **

Obudziłem się dość późno ale Lili jeszcze spała. Ubrałem się i postanowiłem ją obudzić. Pocałowałem ją w policzek. Zamruczała i odwróciła się na drugi  bok.
-Kochanie, wstajemy- powiedziałem.
  Nadal nic. Włożyłem ręce pod kołdrę, zacząłem ją gilgać. Próbowała kopnąć mnie nogą, nie wyszło jej. Cicho się zaśmiała.
- Za pięć minut śniadanie- powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
  Na śniadanie zrobiłem naleśniki. Lili zeszła ubrana w bikini i spodenki.
- A pani to chyba źle ubrana- podałem jej talerz.
- Jak to?- Zmarszczyła brwi.- Jest ciepło.

Zamilkłem, pozwoliłem jej spokojnie zjeść śniadanie. Gdy skończyła schowała naczynie do zmywarki.
- Plan na dziś- przytuliła się do mnie.
-Hymm... Lili znów mnie przeprosi za nazwanie mnie leniem. Zjemy obiad, pójdziemy do wesołego miasteczka. Wieczorem, dokładniej o północy pójdziemy na plażę.
- Wesołe miasteczko?
-Tak. Teraz czekam na przeprosiny.

Wzięła głęboki oddech.
- Justin- całus- ja przepraszam- całus- za to, że- całus- nazwałam cię- całus- leniem- całus.
-Przeprosiny przyjęte. Ale...
- Ale?
- Pocałuj mnie.

 Zrobiła to.
Później poszliśmy do salonu i oglądaliśmy telewizję.
  Rozmawialiśmy o mało ważnych rzeczach. Opowiedziała mi o swoim tacie. Niewiele o nim wiedziała. Pewnie dlatego, że w ogóle nie spędzali razem czasu. Nic nie mówiłem, tylko przytakiwałem gdy sprawdzała, czy słucham.

   Jej rodzina nie była zbyt zgrana. Powiedziała mi, że za nim się zjawiłem zwierzała się tylko Austinowi. Dowiedziałem się co o mnie myślała po naszym pierwszym spotkaniu. Wystraszyłem ją wtedy.

* * *

    Dla Lili wygrałem dużego, pluszowego misia. Cieszyła się jak dziecko które dostało lizaka. Usiedliśmy na ławce.
- Przestaniesz tulić tego misia? Czuję się samotny.- Udałem smutną minę.
-Ooo... Chodź tu.- Przytuliła mnie mocno i cmoknęła w policzek.
- Od razu lepiej. Idziemy na kolejkę górską.
-Nie!
-Dlaczego?- Zaśmiałem się; wyglądała jak ktoś kto zobaczył ducha.
-Nie.
- Chodź.

Siłą ją tam zaciągnąłem. Krzyczała, sprzeciwiała się a ja się z niej śmiałem. Nie ważne, że zeszliśmy z kolejki pięć minut temu.
  Ona cały czas była blada. Coś czuję, że mnie wyzwie.
- Zgłupiałeś?!
- Nie mówiłaś, że boisz się kolejek górskich.
- Teraz już wiesz!

Przytuliłem ją.  Wróciliśmy do domu na obiad. Zamówiliśmy pizze.

* LILI *

  Związałam włosy w kok, zdjęłam ubranie i w stroju kąpielowym położyłam się na leżaku znajdującym się na podwórku. Justin przyszedł z pizzą w jednej ręce i dwiema parami okularów  w drugiej. Dał mi jedne. Kujonki przeciwsłoneczne. Zjadłam dwa kawałki, reszta została na kolację.
 Chłopak położył się na pobliskim leżaku.
Co Juss wymyślił, że o północy mamy iść na plażę?
-Chcesz drinka?- Zapytał stając obok.
- Robisz mocne drinki.- Stwierdziłam.
- Wiem. Chcesz?
- Tak.
  Po chwili podał mi szklankę. Wypiłam wszystko za pierwszym razem. Poczuła się trochę bardziej odważna. Co on dodaje do tych drinków?!
Zadzwonił mój telefon.
- Austin?- Zapytałam zaraz po odebraniu połączenia.
- Hej siostra. Ciebie też miło słyszeć. Jak tam wakacje?
- Dobrze. A jak tam u was?
- A nawet dobrze. Tata czuje się lepiej.
- To dobrze.
- Co robicie?
- Razem z Justinem siedzimy na dworze. A wy?
- Oglądam z Nate'm telewizor- Justin zaczął iść w moją stronę uśmiechając się szatańsko.
- Eee... Ja muszę kończyć. - Nie zdążył odpowiedzieć.
Odrzuciłam telefon na bok, ponieważ Justin wziął mnie na ręce.
- Gdzie idziemy?
- Do basenu, kochanie.- Odpowiedział. 
  Wpadliśmy do basenu. Wypłynęłam na powierzchnię, zaśmiałam się głośno.
- Poprawiłem ci humor?
- Yhymm... I to bardzo- podpłynął do mnie.
- To się cieszę.- Pocałował mnie.

* JUSTIN *

Wyglądała seksownie. Dzisiaj to zrobię, na pewno. 
Pilotem który leżał przy basenie włączyłem wierze. Zaczęła lecieć muzyka.
- To wygląda jak jakaś scenka z filmy- skomentowała Li.
- Tam jest kamera- wskazałem na dach.
- Żartujesz chyba- odpowiedziała patrząc w tamtą stronę.
- Tak- odpowiedziałem śmiechem. - Jutro pójdziemy na plażę.
- Dlaczego?- Udawała smutek.
No właśnie?! Dlaczego spanikowałem?! 
-Bo nie zdążyłem wszystkiego przygotować.
- Czyli kolejna niespodzianka?
- tak ale od południa będziesz sama.
- Zdążę się przygotować.
 Przytaknąłem.
- Limi!- Krzyknąłem.- Przynieś dwa drinki.
- Kim jest Limi?- Zmarszczyła brwi.
- Opiekunka domu.
- Czyi jest ten dom?
- Mój. Dostałem go na osiemnastkę od taty. Limi opiekuje się nim jak mnie tu nie ma.
- Zaczynam być zazdrosna.- Przejechała palcem po mojej szyi przez co dostałem gęsiej skórki.
- Naprawdę, nie masz o co.- Aby to udowodnić pocałowałem ją.
 Limi przyniosła drinki. Położyła je obok basenu i odeszła. Podałem Li jednego a sam wypiłem drugiego.
   Dziewczyna wróciła na leżak. Zacząłem pływać.
Jak idealnie zakończyć ten dzień? Kolacja? 
Nie.. To banalne... Już wiem! 
- Lili idź z Limi na miasto- powiedziałem wychodząc z basenu.
- Ale....
- Idź, wróćcie przed dziewiątą.
- Ok.- Pocałowała mnie i poszła.
  Pięć minut później słyszałem jak wychodzą. Ubrałem się i wziąłem do roboty.

Przed domem aż na tył podwórka usypałem drogę z płatków róż. Dookoła basenu i stolika ustawiłem świece różnych rozmiarów. W sypialni także poukładałem świece.
 W łazience rozłożyłem róże, obok przy wannie postawiłem szampana i kieliszek. Zszedłem do kuchni i zacząłem gotować.

* LILI *

  Razem z Limi od godziny chodzimy po centrum handlowym. Nawet ją polubiłam. Justin kazał Limi kupić dla mnie sukienkę. Ciekawe po co..
 Gdy pytałam się jej odpowiadała niespodzianka. W końcu dałam za wygraną i przestałam wypytywać. Po dwóch godzinach w końcu wybrałyśmy sukienkę. Była ona cała fioletowa, sięgała przed kolano. Była bez ramiączek. Spodobała mi się.
  Później weszłyśmy do jubilera po biżuterię.  Kupiłyśmy piękny, złoty naszyjnik z napisem "Forever."Chwila przerwy, musimy odpocząć. Weszłyśmy do kawiarni na kawę.
- Limi, opowiedz mi coś o sobie.- Zaczęłam rozmowę.
- Jestem mężatką- odpowiedziała biorąc łyk kawy.
- Naprawdę? Wyglądasz na dość młodą osobę.
- Mam dwadzieścia cztery lat.
- Dobra, jestem tylko cztery lata młodsza- obie się zaśmiałyśmy.
- Naprawdę, cieszę się, że jesteś z Justinem. Jesteś jego pierwszą dziewczyną od trzech lat.- Zatkało mnie.
- Zrobił sobie tyle przerwy od związków?
- Yhymm... Nie był z nikim w związku od kiedy Niki go zdradziła z jego kuzynem.
- Kim jest Niki?- Zmarszczyłam brwi.
- Dziewczyną która sprowadziła go na złą drogę.
- To przez nią robił... Te wszystkie rzeczy?
 Przytaknęła.
-Jak poznałaś Justina?- Spytała ze szczerą ciekawością.
- Szczerze mówiąc poznaliśmy się przypadkiem. Szłam od koleżanki i wpadłam na niego. Poprosił mnie o numer telefonu. Na następny dzień spotkaliśmy się.
- Ach, czyli to było takie I met You by Chance?- Tak- uśmiechnęłam się.
- Chodź, trzeba jeszcze kupić buty.

  Po wielu przymiarkach butów wybrałyśmy czarne szpilki ze złotym łańcuszkiem po boku. Według Limi całość będzie wyglądała seksownie.
  Zostało nam trochę czasu więc poszłyśmy do parku.
Z rękoma pełnymi toreb.

* JUSTIN *

 Jest ósma. Niedługo wróci Lili.  Do wany napuściłem gorącej włosy, wsypałem do niej płatki róż. W salonie zgasiłem światło. Pozapalałem wszystkie świeczki.

  Na drzwiach frontowych powiesiłem karteczkę z tym co ma zrobić.
Przebrałem się w czarne, luźno opadające spodnie, białą bluzkę i czerwoną marynarkę. Prezent urodzinowy schowałem do kieszeni.

* LILI *

  Stałam przed frontowymi drzwiami. Chciałam je otworzyć ale zauważyłam karteczkę.
        "Kochanie! Po wejściu kieruj się do łazienki na relaksującą kąpiel. Później przebierz się w to      co kupiłaś i wróć tutaj. Ścieżką z róż podążaj na tył podwórka. Justin ;*
Uśmiechałam się do siebie jak głupia. Wbiegłam po schodach do naszej sypialni.
  W łazience spotkała mnie miła niespodzianka. Do kieliszka nalałam wina i weszłam do wanny.
 Siedziałam w niej dobre trzydzieści minut. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam do sypialni. W pierwszej kolejności ubrałam bieliznę i buty. Potem zapięłam naszyjnik i sukienkę. Nigdy nie wyglądałam tak pięknie.
Przed zejściem na dół sprawdziłam czy nikt do mnie nie dzwonił. Jeszcze raz przeczesałam włosy szczotką i poszłam.
    Wróciłam na podwórko i zaczęłam podążać ścieżką z płatków róż. Po kilku minutach widziałam pięknie przy zdobione podwórko i Justina. Justina w marynarce.

* JUSTIN *

  Wyglądała cudownie. nie wiem jak inaczej to opisać. Podszedłem do niej i na przywitanie pocałowałem. Usiedliśmy przy stoliku.
- Jesteś głodna?- Zapytałem.
- Umieram z głodu.
 Podałem jej talerz ze sałatką i ziemniakami polanymi sosem.
- Jak ci minął dzień?- Nie chciałem przerywać rozmowy.
- Hym.. Rano byłam z tobą, ale to już wiesz- zaśmiałem się. Później wygoniłeś mnie na zakupy z Limi. Ale dzięki temu lepiej cię poznałam.
- Naprawdę?- Udałem zdziwienie.- Co ci o mnie powiedziała?
- Że przez trzy lata nie byłeś z nikim w związku.
- Coś jeszcze?
- Opowiedziała mi trochę o Niki.
- Do tego wolałbym nie wracać. Robiłyście coś jeszcze?
- Tak, weszłyśmy do kawiarni na kawę i poszłyśmy do parku.
 Uśmiechnąłem się.
- Teraz ty.
- Całe popołudnie przygotowywałem to wszystko.
- Ale się postarałeś.
- Tak. Jeśli mogę to wręczę ci dzisiaj prezent urodzinowy.
- To daj go teraz.
- Nie, kochanie. Troszeczkę jeszcze poczekasz.- Udała smutną minkę.

Zapadła cisza. Wstałem i podałem jej rękę. Podeszliśmy do niskiego płotku. Dookoła rozciągał się widok na plażę. Lili przytuliła się do mnie, głowę oparła o moją klatkę piersiową.  Odwzajemniłem uścisk. Twarz schowałem w jej włosy.
- Kocham cię- wyszeptałem.
- Ja ciebie też.
Chyba nadszedł ten moment... 
 Wziąłem głęboki wdech i ją puściłem.
- Coś się stało?- Spytała
Uklęknąłem na jedno kolano.
- Lilianno Lurcias czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
_________________________________________________________
omomomomomomomoommo *__*
W końcu doszłam do tego momentu ;*
Jak wrażenia?
Co wam się najbardziej podoba w tym rozdziale?
Bo mi najbardziej jak to wszystko przygotowywał. W mojej wyobraźni całość była zajebiście romantyczna ;*
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak długo czekałam na ten rozdział.

DZIŚ JEST WYJĄTKOWY DZIEŃ.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO JUSTIN!! SZCZĘŚLIWYCH 20 URODZIN!!
KOCHAM CIĘ TAK JAK WSZYSTKIE BELIEBER.
CZEKAM NA KOMENTARZE ;*
Jeśli podoba Wam się mój blog to na pewno spodoba wam się ten : Blog Belieber/ LIL