muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=7HVvnfB-SPo

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 23- Lili- OSTATNI.

 
 Minęły trzy tygodnie odkąd wyjechał Justin. Jest strasznie zapracowany i rzadko rozmawiamy. W naszym mieście pojawił się X-Factor. Postanowiłam skorzystać z szansy i się zgłosić. Przeszłam do pierwszego etapu.
 Jest jakiś nowy juror. Chciałam mu zaimponować więc ubrałam się elegancko. Włożyłam beżowe rurki, białą bluzkę i  biało-niebieską marynarkę ombre oraz czarne szpilki.
 Justin całkiem niedawno wydał płytę. Postanowiłam zaśpiewać jedną z jego piosenek. Cały dzień chodziłam w nerwach.

*********

  Za dziesięć minut mam wejść na scenę, jednak nie zaśpiewam jego piosenki. Nie pozwolono mi. Mam zaśpiewać Emily Osment. Za kulisami chodziłam w tę i z powrotem. Nigdy się tak nie denerwowałam. Nigdy.
- Boo!- Podskoczyłam z przerażenia.
- Justin?- Mocno go przytuliłam.- Co ty tu robis?
- Przecież nie mogłem przegapić występu swojej narzeczonej- pocałował mnie a następnie pierścionek.
- Tęskniłam za tobą.
- Ja za tobą też. Idę zająć swoje miejsce. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Podeszła do mnie operatorka czegoś tam, podała mi mikrofon i powiedziała że mam wyjść na scenę. Wszyscy zaczęli bić brawo. Rozglądałam się w poszukiwaniu Justina ale go nie dostrzegłam.
- Dzień dobry- powiedziałam do mikrofonu.
- Witamy.- Odpowiedział jeden z jury.- Jak masz  na imię?
- Lili.
- Czy zauważyłaś u nas coś dziwnego?
- Tak.
- Co?
- Powinno być trzech jury. - Śmieszyła mnie ta rozmowa.
- Otóż to! Panie i panowie! Powitajcie nowego jurora! Oto wschodząca gwiazda muzyki! Justin Bieber!

 Gdy to usłyszałam zaczęłam płakać. Nie wiem czy ze szczęścia, po prostu płakałam.
- Lili, powiedz nam ile masz lat?- Ten juror znowu zaczął.
- Dwadzieścia.
- Masz chłopaka?
- Narzeczonego.
- Gdzie on jest?
- Siedzi obok pana.- Wytarłam łzy.
- Dobrze kochanie. Zacznij śpiewać- powiedział Justin. Chwilę później zaczęła lecieć muzyka.
-Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

I'm feeling fine, it's not a crime
I got my money in the trunk so lets ride
And who are you to say we're through
You know this back and forth is just what we do
I got my future in my sight tonight
I just sit back and enjoy the ride
I look my past dead straight in the eyes
Say goodbye, say goodbye

Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something

Alright turn it out
Live without a doubt
All that we need is something

You got your criminal side
I got my miscreant mind
Let's show the world
We just know how to get light
Won't take to all the wrong streets
This is my identity
I live the life of one
Who wants to be free
I got my future in my sight tonight
I just sit back and enjoy the ride
I look my past dead straight in the eyes
Say goodbye, say goodbye

Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Right now, live out loud
Gotta believe in something
All right, turn it out
All that we need is something
Wyłączyli muzykę. Każdy z jury wypowiadał się, Justin ostatni:
- Kochana, jesteś jedną z najlepszych uczestniczek tego programu. Czeka cię sława. Jestem na tak. 
- Brak mi słów. Wokal był idealny. Jestem na tak.- Mimowolnie zaczęłam płakać. 
- Zawsze wiedziałem że masz wspanialy wokal. Jestem tu by cię wspierać. Jestem na tak. Czeka cię świetlana przyszłość. 
- O matko.. Chodź tu. 

Zadowolony podbiegł do mnie i mocno przytulił. Wypłakałam się w jego ramię i zeszłam ze sceny. 

***************

Wygrałam X-Factor'a. Obecnie pracuję nad swoją pierwszą płytą.
Z Justinem za miesiąc mamy ślub. Widzimy się prawie codziennie omawiając szczegóły wesela.
To coś niesamowitego.
 Zaczęło się od przypadkowego spotkania a skończyło na sławie i miłości.

Zdanie I met you by chance zostanie w mojej głowie na zawsze.

Mam nadzieję, że będę już zawsze szczęśliwa. Wiem, że show-biznes zawsze rozdziela związki. Ale my będziemy inni. Będziemy sobą.

________________________________________________________________________
___________________________________________________________________

NO WIĘC KTO PŁACZE ZE MNĄ?? SKOŃCZYŁAM SWOJEGO PIERWSZEGO BLOGA.
MACIE LINK DO MOJEGO NOWEGO BLOGA : http://dreams-come-true-just-believe-it.blogspot.com/
MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ SPODOBA.
DZIĘKUJĘ WAM ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ. 



sobota, 8 marca 2014

Rozdział- 22 Lili


WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM :'(


* PARĘ MIESIĘCY PÓŹNIEJ, LIPIEC*

    Razem z Justinem wróciliśmy do Kanady. Naszą tradycją stały się wieczorne spacery po mieście. Nie ma dnia kiedy jesteśmy osobno.
   Odkąd Justin mi się oświadczył nie pokłóciliśmy się ani razu. Bardzo często prosi mnie abym zakładała czarną sukienkę którą kupił mi na Barbados. Zawsze gdy o to prosił śmiałam się.
  - Gdzie dzisiaj idziemy pani Bieber?- Spytał Justin pomagając mi zejść po schodach.
- Hymm.. Może pojedziemy na naszą łąkę?
- Chodź do mojego samochodu.
- Masz grzecznie kierować.- Oboje się zaśmialiśmy.
- Okej, skarbie.
- Nie udawaj romantyka- przydusił mnie do samochodu.
- Słucham?- Powiedział z cichym śmichem. Ja też się śmiałam, głupie żarty nigdy się nie zmienią.
- Masz nie udawać.
- Ale czego?- Jego usta delikatnie całowały moje ucho.
- Jedźmy już.
- Dobra, ale wiedz że tego tak nie zostawię.

   Wsiedliśmy do samochodu. Podróż minęła spokojnie. Justin od czasu do czasu się śmiał, jak przypominałam mu wakacje na Barbados. Nie zapomnę widoku Jussa który wywala się na piasku i zaś zwala winę na psa którego tam nie było. I te jego tłumaczenia....
 Wysiedliśmy z samochodu. Znałam już drogę na tę "Naszą" łąkę ale on i tak zawsze mnie niósł. Upierał się, że grozi mi niebezpieczeństwo. Ciekawe jakie...   Zdjęłam szpilki i zaczęłam biegać po trawie.
- Co ty robisz?- Spytał rozbawiony.
- Uciekam.
- Przed...?
- Tobą..
- Dobra, masz trzy sekundy na ucieczkę. Raz..... Dwa.... Gonię.

Złapał mnie od tyłu, jak to miał w zwyczaju. Śmiałam się głośno. Wiedziałam że mój uśmiech to jego radość w ciągu dnia.  Położył mnie na trawie, na mokrej trawie. Spojrzałam w bok. Po chwili skupienia można było dostrzec krople rosy na zielonej trawie.
- Spójrz na mnie- poprosił.
- W czymś mogę pomóc swojemu narzeczonemu? - Spojrzałam w jego oczy.
-  Tak...- Odpowiedział kuszącym głosem.
- A w czym?- Starałam się go naśladować. Wychodziło mi to. Justin oblizał usta a w jego oczach pojawiło się pożądanie.
- W planowaniu naszego ślubu.

 Zatkało mnie, ale skinęłam głową. Uśmiechnął się szeroko i delikatnie pocałował w usta.Przez chwilę przyglądał mi się uważnie.
- Mam coś na twarzy?- Spytałam niepewnie.
- Nie, ale nie mogę uwierzyć że mam taką piękną narzeczoną.
- LIZUS. Dawno nie śpiewałeś.. Zaśpiewaj coś, proszę.- Usiadłam mu na kolanach.
- Może później. 
- Co robimy?
- Poczekaj aby odbiorę telefon. Zostań tu.
- Nigdzie się nie wybieram.

 Nie mam pojęcia z kim rozmawiał przez telefon. Była to poważna rozmowa, widziałam skupienie na jego twarzy. Po zakończeniu rozmowy wrócił do mnie i zaproponował pójście do księgarni. Zdziwiłam się gdy to zaproponował ale się zgodziłam.
  Kupił mi książkę pod tytułem: " Dla miłości odległość nie ma znaczenia ." Teraz już wiem o co mu chodzi. On próbuje mi coś powiedzieć. Ale co??

- Justin czy ty...- Przerwał mi pocałunkiem.
- Kocham cię i będę kochał zawsze. Zapamiętaj to okej?
- Dobrze ale cze..- Znowu mi przerwał pocałunkiem.

Poszliśmy do Justina na podwórko. Usiedliśmy na hamaku. A raczej Justin na hamaku a ja na nim. Przyglądaliśmy się jego rodzeństwu. W pewnym momencie podszedł do nas Jeremy, zwrócił się do Justina:
- Powiedziałeś jej?
- Jeszcze nie.- Odparł ze smutkiem w głosie.
- Masz czas do jutra popołudniu. Dobrze o tym wiesz. - I odszedł.
- O co chodzi?- Spytałam ciekawa a za razem przerażona.
- Możemy iść do mojego pokoju?

   Usiadłam na łóżku i czekałam aż zacznie.
- Lili ja..... Dostałem kontrakt na nagranie płyty i wyjeżdżam jutro na drugi koniec świata na dwa miesiące, ja naprawdę chciałem ci powiedzieć ale nie umiałem. Przepraszam.

W takich oto momentach mój świat się wali. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.Justin mocno mnie przytulił i nic nie mówił. Pragnęłam zostać w jego ramionach na zawsze.
- Chcesz nagrać płytę?
- Tak skarbie. Będą o tobie.
- Nie wytrzymam bez ciebie dwóch miesięcy- płakałam coraz bardziej.
- Gadałem już o tym z menage. Będziesz mogła przyjechać  za dwa tygodnie i zostaniesz ze mną do końca.
- Po co?
- Nagrasz ze mną piosenkę kochanie.
Rozpłakałam się maksymalnie. Tym razem ze szczęścia i smutku połączonych razem.
Chwilę później zasnęłam w jego objęciach.
______________________________________________________________________________________________________________________


PRZYKRA WIADOMOŚĆ DLA CZYTELNIKÓW BLOGA.
JEST TO 22 ROZDZIAŁ CZYLI  PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ. BARDZO TRUDNO JEST MI GO KOŃCZYĆ ALE WYCZERPAŁAM SIĘ TOTALNIE.
BRAK POMYSŁÓW NA ROZDZIAŁY A JAK PROSIŁAM WAS O POMOC OLEWALIŚCIE TO.
 WY NIE POMAGACIE JA KOŃCZE TEGO BLOGA.
PRZY OSTATNIM ROZDZIALE DODAM LINK DO NOWEGO BLOGA.
DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ I DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ :') / LIL

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 21- JUSTIN

  Po jej policzku spłynęła łza a w oczach rozbłysła radość. Usta zakryła ręką i powiedziała "tak". Uśmiechnąłem się, wstając wsunąłem pierścionek na jej palec. Przytuliłem ją mocno i cmoknąłem w policzek.
- Od dziś jesteś pani Bieber- schowałem nos w jej włosy.- Moja pani Bieber.

 Staliśmy tak przez chwilę aż ją puściłem. Wytarłem jej łzy które miała na policzku.
- Idziemy popływać?- Spytała.
- Idź ja popatrzę.- Aby udowodnić to co powiedziałem zdjąłem marynarkę i rozsiadłem się na leżaku.
- Będziesz tego żałował.- Zdjęła szpilki.
- Wątpię- otworzyłem puszkę piwa.

  Ściągnęła sukienkę i wskoczyła do basenu. Przyglądałem się jak płynie w tę i z powrotem. Na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy.
- Lili, chodź spać- stanąłem przy basenie.
- Podaj mi ręcznik.
- Pomożesz mi gasić świeczki?
- Ja zgaszę te w domu a ty na dworze.

   Rzuciłem jej ręcznik i pokazałem język. Zrobiła to samo.
Zabawne, jak jesteśmy do siebie podobni. Owinęła się ręcznikiem i weszła do domu.
 Zacząłem gasić każdą świeczkę po kolei. Gdy zgasiłem około dwudziestu świeczek przyszłą Lili żeby mi pomóc. Była już w piżamie.
 Po zgaszeniu ostatniej świeczki przytuliłem ją od tyłu.
- Chodźmy spać.- Ziewnęła.
- Ale jesteś zmęczona.- Wziąłem ją sobie na ręce i zacząłem nieść do domu.
 Zasnęła podczas drogi wtulając się w moją pierś.

* R A N E K *

Właśnie przyrządzam śniadanie do łóżka dla swojej narzeczonej. Od trzydziestu minut stoję w kuchni ubrany w dresowe spodnie.
 Zrobiłem herbatę, wszystko położyłem na tackę i zaniosłem do naszej sypialni.
- Wstajemy kochanie!- Krzyknąłem.

Odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła blado. Położyłem śniadanie na jej kolanach gdy usiadła.
- Dobry- powiedziała i pocałowała mnie.- Dziękuję.
- Za to ty gotujesz obiad.- Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu gdy zauważyłam jej minę.
- Hymm..... Zgoda, ale nie będziesz mógł wejść do kuchni ani razu podczas gdy ja będę gotowała.
- Okej, ubierz się, zjedz i zejdź na dół.

  Wyszedłem z pokoju dając jej czas na ubranie się. Usiadłem na kanapie w salonie. Kilka minut później zeszła Lili ubrana w fioletowe spodenki, białą koszulkę z napisem "forever You" i vansy. Włosy związała w koka i zaczęła gotować.

- Co gotujesz?- Spytałem gdy poczułem zapach sosu do spaghetti.
- Szybki obiad.- Nie wytrzymałem i podszedłem do niej. - Miałeś nie wchodzić.- Stała do mnie plecami.
Chwyciłem ją delikatnie za biodra a głowę położyłem na jej lewym ramieniu.
- Trudno jest mi stać tak daleko od swojej narzeczonej.- Przysunąłem się bliżej.
-Ja próbuję gotować- zrobiłem jeszcze jeden krok w jej stronę.
- Próbujesz czy gotujesz?- Między nas nie dałoby się włożyć nawet kartki papieru.
- Gotuję- zjechałem rękami niżej.
- To gotuj.- I z powrotem w górę. Powtórzyłem to kilka razy.- Ja będę się przyglądał.

Nie odpowiedziała.
- Co będziemy robić po obiedzie?- Spytała nakładając makaron na talerze.
- Pójdziemy grać w golfa.
- Serio?- Odwróciła się w moją stronę z talerzami w rękach.
- Tak- wziąłem jeden talerz i nalałem sosu.
- Kiedy idziemy?- Powtórzyła mój czyn.
- Po obiedzie.
 
 Usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy w ciszy i spokoju.

* * * *

  Jesteśmy w drodze na pole golfowe.
- Umiesz grać?- Zapytałem.
- Tak, a ty?
- Głupie pytanie pani Bieber.

 Doszliśmy na miejsce. Wzięliśmy  kije golfowe i piłeczki. Weszliśmy na pole. A może by się o coś założyć? Hym...- No więc o co zakład?- Wyprzedziła mnie.
- Pomyślmy...
- A może.. Jeśli JA wygram kupisz mi sukienkę którą widziałam w sklepie.
- A jeśli JA wygram to.. Zorganizujemy sobie romantyczny wieczór.
- Zgoda.

  Zaczęliśmy grać, na początku dawałem jej fory. Ale gdy zauważyłem, że ona bierze to na poważnie skupiłem się na grze. Na grze, starałem się ignorować Lili która starała się mnie rozproszyć.
 Jesteśmy na przedostatnim dołku. Lili chwyciła mocno moją rękę i powiedziała cicho:
- Justin, Jack tu idzie z...- Odwróciłem się.
- Niki.- Dokończyłem za nią.
- Bieber!- Krzyknął i przybił mi piątkę.
- Witaj Justin. Widzę, że masz nową dziewczynę.- Podała Lili rękę.- Jestem Niki.
- Lili- odpowiedziała i uścisnęła jej dłoń.
- Twoja dziewczyna?- Spytała zwracając się w moją stronę. Chciała się upewnić.
- Narzeczona- poprawiłem ją.

Spojrzała na mnie zdziwiona. Co ona sobie myślała? Że już się nie zakocham? Była w błędzie...- Co was tu sprowadza?- Spytałem z czystej ciekawości.
- Jesteśmy na wakacjach. A wy jak widzę gracie w golfa, kto wygrywa?- Odezwał się Jack.
- Remis- odpowiedziała Lil.
- Nie będziemy już przeszkadzać. Żegnaj Juss, pa Lil.- Powiedziała Niki i odeszli.
- Kończymy na tym remisie?- Odwróciłem się w jej stronę.
- Czyli ty dostaniesz sukienkę...
- A ty romantyczny wieczór.
- Zgoda, chodźmy po tą sukienkę.

  Oddaliśmy kije i poszliśmy do sklepu. 
Lili wybrała naprawdę ładną sukienkę. Była czarna przed kolano, z wycięciem na plecach. Z przodu miałą złote wzorki. Leżała na niej idealnie, przez co wyglądała seksownie. Okręciła się jak modelka i podeszła do mnie. Chciała mnie pocałować ale wtedy zjawił się on.... On nas do cholery śledzi?!- Serio stary?! Kurwa serio?! Co ty śledzisz nas?- Spytałem a jad wylewał się z moich ust. Lili nadal mnie tuliła. To właśnie dzięki niej w tej oto chwili nie przywaliłem Will'owi.
___________________________________________________________________


Wiecie co to olśnienie?
Rozdział został napisany na lekcji chemii i angielskiego.
Dzięki nauczycielowi od angielskiego dostałam weny.
Rozdział według mnie kończy się zajebiście.  Wam może nie. dlatego że nie wiecie co będzie później a ja tak.
Podoba wam się?
Czekam na BAAARDZO długie komentarze od was./ LIL

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 20- Justin and Lili

Sto lat Kochany!! <3
                                                              **   JUSTIN **

Obudziłem się dość późno ale Lili jeszcze spała. Ubrałem się i postanowiłem ją obudzić. Pocałowałem ją w policzek. Zamruczała i odwróciła się na drugi  bok.
-Kochanie, wstajemy- powiedziałem.
  Nadal nic. Włożyłem ręce pod kołdrę, zacząłem ją gilgać. Próbowała kopnąć mnie nogą, nie wyszło jej. Cicho się zaśmiała.
- Za pięć minut śniadanie- powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
  Na śniadanie zrobiłem naleśniki. Lili zeszła ubrana w bikini i spodenki.
- A pani to chyba źle ubrana- podałem jej talerz.
- Jak to?- Zmarszczyła brwi.- Jest ciepło.

Zamilkłem, pozwoliłem jej spokojnie zjeść śniadanie. Gdy skończyła schowała naczynie do zmywarki.
- Plan na dziś- przytuliła się do mnie.
-Hymm... Lili znów mnie przeprosi za nazwanie mnie leniem. Zjemy obiad, pójdziemy do wesołego miasteczka. Wieczorem, dokładniej o północy pójdziemy na plażę.
- Wesołe miasteczko?
-Tak. Teraz czekam na przeprosiny.

Wzięła głęboki oddech.
- Justin- całus- ja przepraszam- całus- za to, że- całus- nazwałam cię- całus- leniem- całus.
-Przeprosiny przyjęte. Ale...
- Ale?
- Pocałuj mnie.

 Zrobiła to.
Później poszliśmy do salonu i oglądaliśmy telewizję.
  Rozmawialiśmy o mało ważnych rzeczach. Opowiedziała mi o swoim tacie. Niewiele o nim wiedziała. Pewnie dlatego, że w ogóle nie spędzali razem czasu. Nic nie mówiłem, tylko przytakiwałem gdy sprawdzała, czy słucham.

   Jej rodzina nie była zbyt zgrana. Powiedziała mi, że za nim się zjawiłem zwierzała się tylko Austinowi. Dowiedziałem się co o mnie myślała po naszym pierwszym spotkaniu. Wystraszyłem ją wtedy.

* * *

    Dla Lili wygrałem dużego, pluszowego misia. Cieszyła się jak dziecko które dostało lizaka. Usiedliśmy na ławce.
- Przestaniesz tulić tego misia? Czuję się samotny.- Udałem smutną minę.
-Ooo... Chodź tu.- Przytuliła mnie mocno i cmoknęła w policzek.
- Od razu lepiej. Idziemy na kolejkę górską.
-Nie!
-Dlaczego?- Zaśmiałem się; wyglądała jak ktoś kto zobaczył ducha.
-Nie.
- Chodź.

Siłą ją tam zaciągnąłem. Krzyczała, sprzeciwiała się a ja się z niej śmiałem. Nie ważne, że zeszliśmy z kolejki pięć minut temu.
  Ona cały czas była blada. Coś czuję, że mnie wyzwie.
- Zgłupiałeś?!
- Nie mówiłaś, że boisz się kolejek górskich.
- Teraz już wiesz!

Przytuliłem ją.  Wróciliśmy do domu na obiad. Zamówiliśmy pizze.

* LILI *

  Związałam włosy w kok, zdjęłam ubranie i w stroju kąpielowym położyłam się na leżaku znajdującym się na podwórku. Justin przyszedł z pizzą w jednej ręce i dwiema parami okularów  w drugiej. Dał mi jedne. Kujonki przeciwsłoneczne. Zjadłam dwa kawałki, reszta została na kolację.
 Chłopak położył się na pobliskim leżaku.
Co Juss wymyślił, że o północy mamy iść na plażę?
-Chcesz drinka?- Zapytał stając obok.
- Robisz mocne drinki.- Stwierdziłam.
- Wiem. Chcesz?
- Tak.
  Po chwili podał mi szklankę. Wypiłam wszystko za pierwszym razem. Poczuła się trochę bardziej odważna. Co on dodaje do tych drinków?!
Zadzwonił mój telefon.
- Austin?- Zapytałam zaraz po odebraniu połączenia.
- Hej siostra. Ciebie też miło słyszeć. Jak tam wakacje?
- Dobrze. A jak tam u was?
- A nawet dobrze. Tata czuje się lepiej.
- To dobrze.
- Co robicie?
- Razem z Justinem siedzimy na dworze. A wy?
- Oglądam z Nate'm telewizor- Justin zaczął iść w moją stronę uśmiechając się szatańsko.
- Eee... Ja muszę kończyć. - Nie zdążył odpowiedzieć.
Odrzuciłam telefon na bok, ponieważ Justin wziął mnie na ręce.
- Gdzie idziemy?
- Do basenu, kochanie.- Odpowiedział. 
  Wpadliśmy do basenu. Wypłynęłam na powierzchnię, zaśmiałam się głośno.
- Poprawiłem ci humor?
- Yhymm... I to bardzo- podpłynął do mnie.
- To się cieszę.- Pocałował mnie.

* JUSTIN *

Wyglądała seksownie. Dzisiaj to zrobię, na pewno. 
Pilotem który leżał przy basenie włączyłem wierze. Zaczęła lecieć muzyka.
- To wygląda jak jakaś scenka z filmy- skomentowała Li.
- Tam jest kamera- wskazałem na dach.
- Żartujesz chyba- odpowiedziała patrząc w tamtą stronę.
- Tak- odpowiedziałem śmiechem. - Jutro pójdziemy na plażę.
- Dlaczego?- Udawała smutek.
No właśnie?! Dlaczego spanikowałem?! 
-Bo nie zdążyłem wszystkiego przygotować.
- Czyli kolejna niespodzianka?
- tak ale od południa będziesz sama.
- Zdążę się przygotować.
 Przytaknąłem.
- Limi!- Krzyknąłem.- Przynieś dwa drinki.
- Kim jest Limi?- Zmarszczyła brwi.
- Opiekunka domu.
- Czyi jest ten dom?
- Mój. Dostałem go na osiemnastkę od taty. Limi opiekuje się nim jak mnie tu nie ma.
- Zaczynam być zazdrosna.- Przejechała palcem po mojej szyi przez co dostałem gęsiej skórki.
- Naprawdę, nie masz o co.- Aby to udowodnić pocałowałem ją.
 Limi przyniosła drinki. Położyła je obok basenu i odeszła. Podałem Li jednego a sam wypiłem drugiego.
   Dziewczyna wróciła na leżak. Zacząłem pływać.
Jak idealnie zakończyć ten dzień? Kolacja? 
Nie.. To banalne... Już wiem! 
- Lili idź z Limi na miasto- powiedziałem wychodząc z basenu.
- Ale....
- Idź, wróćcie przed dziewiątą.
- Ok.- Pocałowała mnie i poszła.
  Pięć minut później słyszałem jak wychodzą. Ubrałem się i wziąłem do roboty.

Przed domem aż na tył podwórka usypałem drogę z płatków róż. Dookoła basenu i stolika ustawiłem świece różnych rozmiarów. W sypialni także poukładałem świece.
 W łazience rozłożyłem róże, obok przy wannie postawiłem szampana i kieliszek. Zszedłem do kuchni i zacząłem gotować.

* LILI *

  Razem z Limi od godziny chodzimy po centrum handlowym. Nawet ją polubiłam. Justin kazał Limi kupić dla mnie sukienkę. Ciekawe po co..
 Gdy pytałam się jej odpowiadała niespodzianka. W końcu dałam za wygraną i przestałam wypytywać. Po dwóch godzinach w końcu wybrałyśmy sukienkę. Była ona cała fioletowa, sięgała przed kolano. Była bez ramiączek. Spodobała mi się.
  Później weszłyśmy do jubilera po biżuterię.  Kupiłyśmy piękny, złoty naszyjnik z napisem "Forever."Chwila przerwy, musimy odpocząć. Weszłyśmy do kawiarni na kawę.
- Limi, opowiedz mi coś o sobie.- Zaczęłam rozmowę.
- Jestem mężatką- odpowiedziała biorąc łyk kawy.
- Naprawdę? Wyglądasz na dość młodą osobę.
- Mam dwadzieścia cztery lat.
- Dobra, jestem tylko cztery lata młodsza- obie się zaśmiałyśmy.
- Naprawdę, cieszę się, że jesteś z Justinem. Jesteś jego pierwszą dziewczyną od trzech lat.- Zatkało mnie.
- Zrobił sobie tyle przerwy od związków?
- Yhymm... Nie był z nikim w związku od kiedy Niki go zdradziła z jego kuzynem.
- Kim jest Niki?- Zmarszczyłam brwi.
- Dziewczyną która sprowadziła go na złą drogę.
- To przez nią robił... Te wszystkie rzeczy?
 Przytaknęła.
-Jak poznałaś Justina?- Spytała ze szczerą ciekawością.
- Szczerze mówiąc poznaliśmy się przypadkiem. Szłam od koleżanki i wpadłam na niego. Poprosił mnie o numer telefonu. Na następny dzień spotkaliśmy się.
- Ach, czyli to było takie I met You by Chance?- Tak- uśmiechnęłam się.
- Chodź, trzeba jeszcze kupić buty.

  Po wielu przymiarkach butów wybrałyśmy czarne szpilki ze złotym łańcuszkiem po boku. Według Limi całość będzie wyglądała seksownie.
  Zostało nam trochę czasu więc poszłyśmy do parku.
Z rękoma pełnymi toreb.

* JUSTIN *

 Jest ósma. Niedługo wróci Lili.  Do wany napuściłem gorącej włosy, wsypałem do niej płatki róż. W salonie zgasiłem światło. Pozapalałem wszystkie świeczki.

  Na drzwiach frontowych powiesiłem karteczkę z tym co ma zrobić.
Przebrałem się w czarne, luźno opadające spodnie, białą bluzkę i czerwoną marynarkę. Prezent urodzinowy schowałem do kieszeni.

* LILI *

  Stałam przed frontowymi drzwiami. Chciałam je otworzyć ale zauważyłam karteczkę.
        "Kochanie! Po wejściu kieruj się do łazienki na relaksującą kąpiel. Później przebierz się w to      co kupiłaś i wróć tutaj. Ścieżką z róż podążaj na tył podwórka. Justin ;*
Uśmiechałam się do siebie jak głupia. Wbiegłam po schodach do naszej sypialni.
  W łazience spotkała mnie miła niespodzianka. Do kieliszka nalałam wina i weszłam do wanny.
 Siedziałam w niej dobre trzydzieści minut. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam do sypialni. W pierwszej kolejności ubrałam bieliznę i buty. Potem zapięłam naszyjnik i sukienkę. Nigdy nie wyglądałam tak pięknie.
Przed zejściem na dół sprawdziłam czy nikt do mnie nie dzwonił. Jeszcze raz przeczesałam włosy szczotką i poszłam.
    Wróciłam na podwórko i zaczęłam podążać ścieżką z płatków róż. Po kilku minutach widziałam pięknie przy zdobione podwórko i Justina. Justina w marynarce.

* JUSTIN *

  Wyglądała cudownie. nie wiem jak inaczej to opisać. Podszedłem do niej i na przywitanie pocałowałem. Usiedliśmy przy stoliku.
- Jesteś głodna?- Zapytałem.
- Umieram z głodu.
 Podałem jej talerz ze sałatką i ziemniakami polanymi sosem.
- Jak ci minął dzień?- Nie chciałem przerywać rozmowy.
- Hym.. Rano byłam z tobą, ale to już wiesz- zaśmiałem się. Później wygoniłeś mnie na zakupy z Limi. Ale dzięki temu lepiej cię poznałam.
- Naprawdę?- Udałem zdziwienie.- Co ci o mnie powiedziała?
- Że przez trzy lata nie byłeś z nikim w związku.
- Coś jeszcze?
- Opowiedziała mi trochę o Niki.
- Do tego wolałbym nie wracać. Robiłyście coś jeszcze?
- Tak, weszłyśmy do kawiarni na kawę i poszłyśmy do parku.
 Uśmiechnąłem się.
- Teraz ty.
- Całe popołudnie przygotowywałem to wszystko.
- Ale się postarałeś.
- Tak. Jeśli mogę to wręczę ci dzisiaj prezent urodzinowy.
- To daj go teraz.
- Nie, kochanie. Troszeczkę jeszcze poczekasz.- Udała smutną minkę.

Zapadła cisza. Wstałem i podałem jej rękę. Podeszliśmy do niskiego płotku. Dookoła rozciągał się widok na plażę. Lili przytuliła się do mnie, głowę oparła o moją klatkę piersiową.  Odwzajemniłem uścisk. Twarz schowałem w jej włosy.
- Kocham cię- wyszeptałem.
- Ja ciebie też.
Chyba nadszedł ten moment... 
 Wziąłem głęboki wdech i ją puściłem.
- Coś się stało?- Spytała
Uklęknąłem na jedno kolano.
- Lilianno Lurcias czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
_________________________________________________________
omomomomomomomoommo *__*
W końcu doszłam do tego momentu ;*
Jak wrażenia?
Co wam się najbardziej podoba w tym rozdziale?
Bo mi najbardziej jak to wszystko przygotowywał. W mojej wyobraźni całość była zajebiście romantyczna ;*
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak długo czekałam na ten rozdział.

DZIŚ JEST WYJĄTKOWY DZIEŃ.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO JUSTIN!! SZCZĘŚLIWYCH 20 URODZIN!!
KOCHAM CIĘ TAK JAK WSZYSTKIE BELIEBER.
CZEKAM NA KOMENTARZE ;*
Jeśli podoba Wam się mój blog to na pewno spodoba wam się ten : Blog Belieber/ LIL

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 19- Lili

- Idziemy do mnie?- Spytał Justin pomagając mi wyjść z basenu.
- Jasne. Zrobię wszystko żeby nie stać tutaj w samej bieliźnie.- Odpowiedziałam.
Zaśmiał się. Chwilę później byliśmy u niego w pokoju. Rzucił mi swoją bluzkę.
-Dzięki- powiedziałam.
- Kochanie, kiedy masz urodziny?
- Za tydzień.- Usiadł obok mnie. - A co?
- W urodziny nie będzie cie w domu.
-Dlaczego?- Zdziwienie było wymalowane na mojej twarzy.
- Mój prezent dla ciebie jest nie do przeniesienia.
-Jak to?
- Z okazji twoich urodzin jedziemy na Barbados.
-Słucham?!- Wstałam ze zdziwienia.
Chciałam krzyczeć i pokazać mu jak się cieszę. Podeszłam do niego zmuszając go aby wstał.
-Dziękuję- po wypowiedzeniu tego słowa pocałowałam go.
- Jutro po południu wyjeżdżamy.
- Nie zdążę się spakować!
- To lepiej już idź. Wejdę po ciebie wieczorem i pójdziemy na miasto.
- Ok.
Pocałowałam go raz jeszcze i wyszłam. Weszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam walizkę.
- Gdzie jedziesz?- Spytał Austin.
- Kurwa! Zawału mam tu dostać?- Zaśmiał się.
-Odpowiesz?- Oparł się o futrynę drzwi.
- Jestem pełnoletnia.
- Ja też.
- I jadę sobie na wakacje.
- Gdzie?
- Na Barbados.
- Z..?- Ciekawość chyba zżera go od środka.
- Justinem. To jest jego prezent urodzinowy dla mnie.
- Ten chłopak chyba całe życie będzie mnie zaskakiwał.
-Nie tylko ciebie. Idź już, muszę się spakować.
Posłusznie wyszedł zamykając za sobą drzwi. Uszykowałam dwie walizki. Do tej mniejszej spakowałam buty, kosmetyki itp. Do drugiej mnóstwo ubrań. Co ubrać na jutrzejszy wyjazd? Już wiem! Wygrzebałam ze szafy zwiewną, fioletową sukienkę na ramiączkach i czarne szpilki.  Może by tak zadzwonić do mamy? Nie.. Austin wszystko jej powie.
 Gdy skończyłam się pakować była 19:00. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam jak najszybciej po schodach wyprzedzając swojego starszego brata który chciał otworzyć drzwi.
- Nic z tego braciszku- powiedziałam i otworzyłam drzwi.
Stał tam Justin z bukietem róż.
- Z jakiej to okazji?- Spytałam gdy wręczał mi kwiaty.
- Z takiej, że cie kocham- odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Austin wrócił do kuchni zostawiając nas samych. Spojrzał na mój strój i zaśmiał.
- Wiesz w majtkach i mojej bluzce to nie wypada otwierać drzwi.
- Wiesz, za bardzo byłam zajęta pakowaniem się.
- Idź się przebierz. Wychodzimy.
-Daj mi piętnaście minut.
Wróciłam do swojego pokoju w błyskawicznym tempie.Ubrałam dżinsy, bluzkę Justina zostawiłam. Włożyłam conversy i skórzaną kurtkę. Włosy związałam w niechlujny kok i wróciłam do niego. Przytuliłam go mocno i wyszliśmy.
 -Dokąd zmierzamy?
- Niespodzianka księżniczko.
- Juuuuustin.... - Specjalnie przedłużyłam jego imię.
- Liliiiii, jeszcze kawałek.
- Nie lubię niespodzianek.
- Idziemy do restauracji.
- Justin! Nie mogę iść tak ubrana do restauracji!
- Wyglądasz pięknie. Chodź jesteśmy na miejscu.
Wziął mnie na rękę i wprowadził do środka. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie.
Justin zamówił spaghetti.

*JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ*

Jest godzina 21:00. Razem z Justinem nadal chodzimy po mieście.  Stanęliśmy przed moim domem.
- Księżniczko idź spać bo nie wstaniesz. Będę po ciebie o 12:30.
- Obudź mnie trochę wcześniej.
- O szóstej zadzwonię.
-Słucham?!
- Buziak na dobranoc?
Zamiast w usta pocałowałam go w policzek. Udał smutnego.

*RANEK *

Obudziłam się chwilę przed telefonem Justina. To pewnie z ekscytacji. Całe dwa tygodnie tylko z nim? O co więcej można prosić? Nikt nam nie będzie przeszkadzał...Ach, i to słońce. Wrócę opalona. W końcu nie będę taka blada.Ubrałam wczoraj przyszykowany strój i vansy. Włosy spięłam w pięknego koka, przyozdobiłam go spinkami w kształcie kwiatów. Całość wyglądała idealnie.
 Gdy skończyłam się ubierać była dziewiąta piętnaście. Pościeliłam swoje łóżko, otworzyłam okno i ogarnęłam z lekka swój pokój. Chciałam go zostawić w jak najlepszym porządku.
  Jeszcze tylko godzina i przyjdzie Justin. Ciekawe co zaplanował na te czternaście dni... Chciał żeby moje urodziny były wyjątkowe.
  Ktoś zapukał do drzwi. Po otwarciu ich ujrzałam swojego chłopaka.
- Witam pana- powiedziałam radośnie.
- Witaj piękna.- Pocałował mnie. - Gdzie walizki?
- W pokoju.
 Zaniósł je do samochodu a ja w tym czasie pożegnałam się z braćmi. Obiecałam, że zadzwonię jak będziemy na miejscu.

                                                                     * * *

Podróż samolotem minęła spokojnie. Justin właśnie wyciągał nasze walizki a ja patrzyłam na niebo. Niespodziewanie wziął mnie sobie na ręce i wniósł do domu tak jak pan młody swoją małżonkę. Zaniemówiłam gdy zobaczyłam wystrój mieszkania. Był on... bardzo nowoczesny.
Jest tu tak spokojnie i romantycznie.
- Gdzie sypialnia?- Zapytałam.
- Na piętrze.
Poszłam tam. Łóżko było ogromne, spokojnie zmieściłoby się na nim pięć osób. Justin obtulił mnie rękami, głowę położył na moich plecach.
- Tu jest pięknie - powiedziałam.
- Yhymm... Jest szesnasta a my jesteśmy zmęczeni.
- Wiem.
- Idziemy spać?
- Kusząca propozycja.
- Wiem.
- Aby  napiszę Austinowi, że dojechaliśmy.
 Wysłałam esemesa, przebrałam się w koszulę nocną i wskoczyłam do łóżka obok Justina. Czując się bezpiecznie zasnęłam wtulona w Jussa.

                                                                     * * *

Gdy rano się obudziłam Justin jeszcze spał. Ostrożnie wstałam. W walizce znalazłam  kolorową bluzkę sięgającą przed kolano. Pod spód włożyłam czarny strój kąpielowy.
Korzystając ze sytuacji postanowiłam zrobić śniadanie.
Na stole w kuchni postawiłam dwa talerze z kanapkami.
- Dobry- powiedziałam patrząc na Justina stojącego przy blacie.Włączyłam radio.
- Spryciula zrobiła śniadanie?- Usiadł na krzesełku i zaczął jeść.
- Yhymm...
- O której wstałaś?
- Godzinę temu.
Usiadłam bok niego. W radio puścili moją ulubioną piosenkę. Wstałam i  zaczęłam tańczyć.
- Na co tak patrzysz?- Zapytałam.
- Na to jak tańczy moja dziewczyna- skończył jeść.
- Chodź tu.
 Podszedł do mnie, trochę zwolnił tempo tańca więc zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Kocham cię - wyszeptał po czym mnie pocałował.
- Ja ciebie też.
- Idziemy na spacer?
- Idź się ubierz.
- Jestem ubrany.
- Nie masz bluzki.
- A ty spodni.
- Ugh, idziemy- uśmiechnął się zwycięsko.
 Podczas spaceru weszliśmy do kawiarni na obiad.
Jesteśmy na plaży, Justin z jakimiś chłopakami gra w siatkówkę. Ja opalałam się razem z dwiema brunetkami.
- Hej laski!- Krzyknęli chłopacy z boiska.- Zagracie przeciw chłopakom?
Wszystkie od razu się zgodziły. Każda grała przeciw swojemu chłopakowi.
- Lili zaczyna- oznajmiła Amber podając mi piłkę.
Trzy zagrywki należały do mnie. Zaś zagrywał Justin ale długo się tym nie nacieszył.
Ostatecznie wygrałyśmy z przewagą sześciu punktów. Około północy wróciliśmy. Żadne z nas nie było zmęczone.
- Dzisiaj na meczu daliśmy wam wygrać- krzyknął z salonu.
- ta jasne.. Już ci wierzę- poszłam do niego.
Leżał na kanapie gapiąc się w telewizor.
- Ale z ciebie leń.
- Masz pięć sekund żeby uciec.
- Kłamiesz.
- Cztery- usiadł.
Zaczęłam biec po schodach.  Złapał mnie przed wejściem do sypialni.
- Nadal jestem leniem? Hm?- Spytał gilgając mnie przez co się śmiałam.
- Nie!- Wykrzyczałam poprzez śmiech.
- Więc?
- Przepraszam! Proszę, przestań!- Puścił mnie.
Szybko wpadłam do sypialni. Wzięłam piżamie i poszłam się wykapać. Gdy wróciłam Juss czekał na swoją kolej.
Dzień można zaliczyć do udanych. I to bardzo.

_____________________________________________________
Brak mi słów.... Naprawdę. Nie wiem co napisać.
Rozdział wyszedł jaki wyszedł i nic już na to poradzę.
Mnie nie za bardzo się podoba, a wam??
Jest dość długi bo strasznie się nudziłam na lekcjach.
Początek rozdziału zaczęłam pisać o 01:00  w nocy.
Czekam na wasze opinie w komentarzach.
ROZDZIAŁ BĘDZIE DODAWANY RAZ W TYGODNIU W PONIEDZIAŁKI.
ROZDZIAŁ 20 BĘDZIE TYM WYJĄTKIEM I DODAM GO 1 MARCA, Z OKAZJI 20 URODZIN JUSTINKA ♥. BĘDZIE ON MEGA DŁUGI Z OKAZJI JEGO ŚWIĘTA ^^ / Lil

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 18- Justin

- Wiesz jesteś coraz lepsza.
- Ach, czyli za pierwszym razem byłam słaba?
- Nie- odpowiedziałem chwytając ją za ręce.

   Jesteśmy w lesie. Popołudniowe słońce świeciło na nas. Stałem oparty o drzewo.
 Poprosiłem Li żeby stanęła do mnie plecami, gdy to zrobiła przytuliłem ją i przyciągnąłem do siebie. Zaśmiała się.
- Z czego się śmiejesz?- Zapytałem.
- Z niczego.
- Jesteś pewna tej odpowiedzi?
- Śmiałam się z ciebie. Jesteś taki przewidywalny.
- Da się to zmienić.
 Spojrzała  na mnie pytająco. Tym razem to ja się zaśmiałem.
- Nic nam nie zepsuje tej chwili- wyszeptałem jej do ucha.
- Założysz się??

  Nie zdążyłem odpowiedzieć a już mi uciekła. Goniłem ją aż ją złapałem. Chwyciłem ją w pasie żeby znowu nie uciekła. Oboje się zaśmialiśmy.
  Lili odwracając się do mnie przodem potknęła się o coś przez co oboje wylądowaliśmy na ziemi. Raczej ja na ziemi a ona na mnie. Moja głowa opadła na ziemię czekając aż Lili wstanie. Trochę jej to zajęło. Pomogła mi wstać. Strzepałem z siebie piach.
    Poszliśmy do kawiarni na kawę. Podeszła do nas jedna z kelnerek, Linda.
- Widzę, że Bieber ma dziewczynę- powiedziała otwierając notes.- To co zawsze?
- Dwie gorące czekolady- odpowiedziałem.
 Zanotowała to co powiedziałem i odeszła zostawiając nas samych.
- Znasz tą dziewczynę?- Spytała Lili.
- Yhymm.. To moja koleżanka.
- Mam taką nadzieję.
- Mówię serio- Linda przyniosła nasze zamówienie.
 Uratowała mnie przed kolejną kłótnią.
- Proszę Justin- podała mi to w taki sposób, że Lili robiła się zazdrosna.- Proszę...
- Lili- dokończyła.

  Dziewczyny chyba się nie polubiły. Postanowienie:  nie przyprowadzać tu Li jak jest Linda.
Gdy wypiliśmy razem poszliśmy do Lindy zapłacić. Lil cały czas trzymała mnie za rękę. Puściłem jej rękę, zamiast tego objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie.
- Zapraszamy ponownie Justin - powiedziała Linda machając do mnie i zupełnie ignorując moja dziewczynę.
 
  Wyszliśmy stamtąd.
- Widzę, że nie polubiłaś Lindy- odezwałem się.
- To tylko łagodnie powiedziane.

 Wróciliśmy do mnie.
- Jest jeszcze placek?- Spytałem ściągając koszulę.
- Tak. Po co to zrobiłeś?- Wskazała na moją klatę.
- Żeby dać ci przykład.- Już do niej podchodziłem gdy po schodach zbiegł Jaxon.
- Justin!- Krzyknął i przytulił się do mnie.- Dlaczego nie masz koszuli?
- No właśnie Justin, dlaczego?- Zapytała Lili.
- Wiesz Jaxon.... Uczyłem Lili jak się ubiera koszulę.
- To dlaczego jesteś tu a koszula w salonie?- Dopytywał.

Ukucnąłem.

- Lili była niegrzeczna- spojrzałem na nią.
-Ahaaa- powiedział i poszedł.

  Jeszcze raz na nią spojrzałem przez co wybuchnęliśmy śmiechem.
- Serio? Niegrzeczna?- Spytała opierając się o szafę.
- Taaaaak- odpowiedziałem stając obok niej.- Pokój już ten placek.
- Okey- zaczęła go kroić.
Podała mi kawałek. Ona nie jadła, dlaczego?
- Czemu nie jesz?
- Nie jestem głodna.
- Ale chcesz mnie pocałować- powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Nie prawda- zaprzeczyła.
- Sama siebie oszukujesz.
- Na jakiej podstawie?
- Bo wrzucę cię do basenu.
- To jest szantaż.
- Wiem. Co wybierasz?
- Basen.- Zdjęła bluzkę. Spojrzałem pytająco.- Nie mam zamiaru zmoczyć sobie bluzki.
Przerzuciłem ją sobie przez ramię i trzymałem ją za nogi aby nie spadła. Zamiast bić mnie w plecy to cały czas się śmiała.
  Wpadliśmy do basenu. Cholera! Zdjąć bluzkę to pamiętałem, ale o butach oczywiście zapomniałem! Nie tylko ja, Smajl też.
   Strasznie trudno jest mi się skupić gdy widzę ją pływającą w staniku. Zatrzymała się, zdjęła spodenki oraz buty. Rzuciła je na trawę i podpłynęła do mnie.
  Obtuliła mnie nogami w pasie a ręce zarzuciła mi na szyję. Zastanawiam się jak słodko teraz wyglądamy. Chwila... Słodko?! Ta dziewczyna mnie psuje!Dotknąłem swoim nosem jej. Zachichotała.
- Mogę cię pocałować?- Zapytałem.
- Pew- ktoś jej przerwał.
- Przy rodzicach, Justin?- Powiedział Jeremy.
- Wypada- odpowiedziałem i dałem jej szybkiego całusa.
- Uwaga! Rodzice w basenie!- Krzyknęła mama wskakując na bombę.
 To samo zrobił mój tata. Lili śmiała się z mojej miny.  Rzadko kiedy widziałem swoją mamę w bikini.
 Moja mama w bikini a Lili w bieliźnie? Mógłbym widzieć to codziennie, ale tylko swoją dziewczynę.

_____________________________________________________________
No i jak rozdział się podoba?
Mam do was propozycję. A mianowicie:
Rozdziały mają być dodawane 3 razy w tygodniu czy raz?
Warunek:
1 raz w tygodniu- rozdziały będą mega długie bo będę miała więcej czasu by je pisać.
3 razy w tygodniu- krótkie.
Co wybieracie? / Lil

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 17- Lili

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM PROSZĘ PRZECZYTAJ.




 Justin przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
- Jak to się stało?- Spytałam zmartwionym głosem.
- Nie wiem. Mama zadzwoniła i powiedziała, że jest u taty w szpitalu.
  Nigdy nie lubiłam spędzać czasu z tatą. On wolał swoich znajomych a ja swoich. Dlaczego teraz?
  Jay wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.
- Kochanie idź się wykąpać- wyszeptał stawiając mnie na podłodze.
- Nie chcę iść sama.
- Będę tu czekał. Obiecuję.
 Weszłam do łazienki. Nie wiem ile się kąpałam ale na pewno więcej niż piętnaście minut. Wyszłam ubrana w dres. Chłopak najpierw położył mnie na łóżku, a potem położył się obok. Poprosiłam go aby mnie przytulił.
  Jest trzecia trzydzieści a ja nadal nie śpię.
- Justin - wyszeptałam- Śpisz?
- Ymm... Już nie.- Przetarł oczy.
- Przepraszam- powiedziałam.
  Usiadł na łóżku po sadzając  mnie na swoich kolanach.
- Spałaś coś?- Zapytał nadal sennym głosem.
- Nie.
- Nie martw się o tatę, okej? To, że o nim myślisz tylko daje ci powód aby nie spać. Pomyśl o czymś miłym i zamknij oczy.
 Zasnęłam.
  Bo ja wiem? Spałam może dwie godziny. Obudziłam się z krzykiem.
- Ej, cii....  Jestem tu- cały czas głaskał mnie po włosach.
 Pokiwałam głową mocniej się do niego tuląc.
- Co ci się śniło?
- Nie wiem. - Odpowiedziałam.

 Naprawdę nie pamiętam co mi się śniło. Czułam strach i suchość w gardle. Podał mi szklankę wody gdy chwyciłam się za gardło. Skąd to się tu wzięło?
- Budziłaś się już dwa razy.- Wyjaśnił.
- Już nie zasnę.
- Wiem, ubierzesz się.
Wstałam i ubrałam krótkie spodenki o beżowym kolorze i błękitną koszulę z trzy-czwartym rękawem. Włosy związałam w kok.
- Nie nakładaj tej tapety - powiedział Justin zatrzymując mnie przed wejściem do łazienki.
- Błyszczyka też nie?

 Zaprzeczył Przeglądając się w lustrze koszulę wsadziłam w spodnie twierdząc, że teraz wygląda to lepiej.
  Później poszliśmy do niego aby też się przebrał.
 Ubrał te spodnie co zwykle i jasno niebieską koszulę.
- Ta sama koszula?- Spytałam stając obok niego.
- Yhymm.. To się nazywa idealny związek.
- Raczej papugowanie po swojej dziewczynie.
- Nie zgodzę się - przyciągnął mnie bliżej siebie
- Jaxon i Jazzy wyszli już do szkoły?- Nie podobało mi się dokąd zmierzała ta rozmowa.
- Wyszli do szkoły z moją mamą a tata jest w delegacji. Chcę ci poprawić humor.
- Wystarczy buziak co jakiś czas.
- Jesteś pewna?
- Tak- pocałował mnie. - Co robimy??
- Chodź do kuchni.

   W taki oto sposób upiekliśmy placek. Siedziałam na kolanach Jussa bawiąc się naszymi splecionymi dłoniami.
- Już możemy go zjeść? - Marudził.
- Justin on jest jeszcze za ciepły.
- No i co? Powtarzasz to od piętnastu minut.
- Ugh, to idź już po niego.
- Nie chcę wstawać.
Uśmiechnęłam się zwycięsko.
- To ja pójdę.- Zaczęłam wstawać ale Jay mnie złapał i przyciągnął do siebie.
- Nigdzie nie idziesz- odpowiedział wtulając twarz w moją szyję.
- To pójdziemy razem.
- Nie.

 Siedzieliśmy bezczynnie przez kolejne trzydzieści minut aż Justin stwierdził, że jest głodny. Nasze splecione ręce trzymał na moim brzuchu a twarz nadal miał wtuloną w moją szyję przez co to ja nami kierowałam. 
- Jak chcesz to zrobić?- Spytałam.
W odpowiedzi zamruczał. Puścił moje dłonie ale nadal mnie tulił.
- Ha ha śmieszne.
- Wiem- wymamrotał.
- Wiesz spodziewałam się raczej tego, ze powiesz mi gdzie jest jakiś nóż.
- Trzecia szuflada na lewo.
 Wyciągnęłam poszukiwaną rzecz i pokroiłam placek na kawałki. Wzięłam dwa talerzyki i położyłam na nich po jednym kawałku. Wzięła je,
  Nie wiem jakim cudem ale doszliśmy z powrotem na kanapę. Usiedliśmy w poprzedniej pozycji.
- Wyjdziemy gdzieś?- Zapytał
- Park?
- Nie, tam jest nudno.
- To gdzie?
Do mojego pokoju- zaproponował.
- Hym... Okej.
Wiedziałam, że to się tak skończy. Ale w sumie czemu nie?
___________________________________________________

Kolejny rozdział za nami. Mam dla was informację:
NIE WIEM CZY NADAL BĘDĘ PISAŁA BLOGA PONIEWAŻ, DOSTAJĘ STRASZNIE DUŻO HEJTÓW TYPU "JESTEŚ ŻAŁOSNA" "MYŚLISZ ŻE DZIĘKI PISANIU BLOGA STANIESZ SIĘ KIMŚ?"
TO MI SIĘ NIE PODOBA I NIE CHCĘ OTRZYMYWAĆ CZEGOŚ TAKIEGO NA ASKU ;(
NAPRAWDĘ, NIE WIEM CZY NADAL TO PISAĆ. / LIL

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 16- Justin

W tym momencie nie wiedziałem co robić. Jak on w ogóle nas znalazł? Czy ludzie tak często chodzą do lasu?
- Jak ze mną chodziłaś to się tak nie ubierałaś.- Znowu się odezwał.
Dopiero teraz  zwróciłem uwagę na to co była ubrana. W czarne, krótkie spodenki i biały top niezakrywający brzucha. Dałem jej swoją bluzę, z chęcią ją przyjęła. Przytuliłem ją od tyłu i spojrzałem wrogo na tego kolesia. Odwzajemnił to spojrzenie.
- Jak była z tobą to mnie nie znała. To dlatego- powiedziałem kładąc głowę na prawym ramieniu Lili.
Ścisnęła moje ręce na znak żebym się zamknął.
- Co ty tu robisz?- Zapytała Lili.
- Byłem po ciebie ale twoja mama powiedziała, że wyszłaś.
- Po co po mnie byłeś?
- Chciałem się z tobą umówić.
Lili wyczuła moje zdenerwowanie, mocniej chwyciła moje ręce i spojrzała na mnie. Trochę mnie to uspokoiło.
- Mam chłopaka. Właśnie tu ze mną stoi a ty go niepotrzebnie denerwujesz.
Pokazałem mu język jak pięcioletnie dziecko. W końcu ten frajer odszedł. Li odwróciła się przodem do mnie.
-Skąd on wiedział gdzie cie szukać?- Musiałem o to zapytać.
-Nie mam pojęcia.- Odpowiedziała chwytając mnie za rękę.- Idziemy się przejść?
-Jasne. A gdzie?
- Może idziemy pograć w kosza?
-Moi kumple tam są.
- To co będziemy razem w drużynie.
- Zgoda.- Spodobał mi się ten pomysł.
Przywitaliśmy się z chłopakami i przedstawiliśmy im składy. Gramy dwa na dwa a przegrani stawiają lunch. W przeciwnej drużynie gra Sam i Alfredo. Mitchel i Mike stawiali która drużyna wygra.

*KILKA MINUT PÓŹNIEJ*

Decydujący punkt. Ja i Lili wygrywamy. Rzuciłem piłkę która wpadła. W taki oto sposób panie i panowie wygrywa się mecz razem ze swoją dziewczyną. Podszedłem do niej a ona mnie pocałowała.
-Cholera Justin oszczędźcie widoków!- Krzyknął Alfredo.
- Nie- odpowiedziałem puszczając Lili.
Lil wskoczyła mi na plecy, zacząłem iść w stronę trybun gdzie wszyscy czekali.
-Lunch już jedzie- powiedział Alfredo.
- Co zamówiłeś?- Zapytałem siedząc z Li na kolanach.
- Chińszczyznę.
- O, dobrze zrobiłeś- odezwała się Lili zdejmując kaptur ze swojej głowy.
  Zaśmiałem się, spojrzała na mnie pytająco. W odpowiedzi chwyciłem jaj twarz i pocałowałem. Pocałunek z chwili na chwilę robił się coraz bardziej namiętny. Dookoła nas było słychać jęki chłopaków które mówiły, że nie chcą na to patrzeć.
  Gdy doszła chińszczyzna przestaliśmy. Oni tylko odetchnęli z  ulgą. Oboje się zaśmialiśmy. Jedliśmy w ciszy. Wszyscy oprócz Lili zjedli wszystko. Można powiedzieć, że zjadłem połowę jej  porcji.
  Całą drogę powrotną dokuczałem jej. W odpowiedzi cały czas biła mnie w ramię. Poszliśmy do niej obejrzeć jakiś film.
  Po drodze kupiliśmy popcorn i picie. Usiedliśmy na podłodze plecami opierając się o łóżko. Siedziałem obok Lili która położyła swoje nogi na moich. Odruchowo zacząłem ją głaskać po lewym udzie. Zauważyłem nasze zdjęcie zawieszone nad biurkiem. Uśmiechnąłem się. Wziąłem trochę popcornu i wróciłem do oglądania.
Obejrzeliśmy trzy filmy, ostatni kończył się o dwudziestej trzeciej.
- Co teraz robimy?- Zapytała odkładając pustą miskę na bok.
- Hymm.. To- zacząłem ją gilgać.
- Nie! Justin! Proszę! Przestań!
-Co z tego będę miał?
- A co chcesz?- Chwyciła moje ręce.
-Piwo i kanapkę.
- Serio?
-Tak.
- To chodź ze mną.
  Zeszliśmy na dół. Usiadłem na krześle i patrzałem jak blondynka robi mi jedzenie. Później dała mi mi ją, wzięła dwa piwa i wróciliśmy na górę.
- Dziękuję- powiedziałem zamykając drzwi.
- Ostatni raz robię ci jedzenie.
- Dlaczego?
- Bo tak.
  Podała mi piwo. Usiadłem na łóżku, dziewczyna usiadła na kręconym krzesełku obok biurka. Zrobiła mi zdjęcie. Spojrzałem na nią ostrzegawczo. Ponownie usłyszałem dźwięk aparatu robiącego zdjęcie.
- Przestań- jęknąłem.
-Nie.
- Dlaczego?
- Lubię robić zdjęcia.
- A ja nie lubię być fotografowany.
- Oj, biedny Bieber.
- Lurcias, przesadzasz.
- Nie wymawiaj mojego nazwiska.
- To ty nie używaj mojego - skończyłem swoje piwo.
- Zgoda- odpowiedziała i wzięła łyk swojego piwa.
- Lili.
-Tak?
- W poniedziałek moi rodzice wyjeżdżają z rodzeństwem i wracają w środę.
- No i co z tym?- Usiadła na mnie okrakiem.
 - Planuję zrobić imprezę.- Położyłem ręce na jej bokach.
- I...?
- Chcę żebyś przyszła i mi pomogła.
- Zastanowię się.
  Usłyszeliśmy trzask zbitej szklanki. Zbiegliśmy na dół gdzie stał Austin. Przy jego bosych stopach leżało szkło.
- Co się stało?- Spytałem bo Li nie była w stanie mówić.
- Lili, tata jest w szpitalu.

_____________________________________
No więc witam was.
Jak tam w szkole?
Czy ktoś ma ferie??
Bo ja szkołę.
Jak myślicie co stanie się w kolejnym rozdziale??
Miłego wieczoru życzę..
/ Lil

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 15- Justin

Dla Kamili która mnie wspiera <3 Dzięki kochana <3
notka pod rozdziałem <3


Już tydzień nie widziałem się z Lili. Nie miałem pojęcia, że dziewczyna może być tak długo zła o takie gówno. Cholernie za nią tęsknię. Nigdy tak za nikim nie tęskniłem.
Brakuje mi tego jak trzymała mnie za rękę, jak mnie tuliła i całowała.
Całe dni spędzałem na boisku do kosza. Dziś też. Od naszej kłótni ani razu nie trafiłem do kosza, byłem bardziej nerwowy niż zwykle. Dowód? Wkurzałem się i przeklinałem jak nie udało mi się otworzyć paczki gum. Wszyscy widzieli, że coś jest nie tak a ja nie miałem ochoty wszystkiego tłumaczyć.
Piłka wypadła mi z rąk gdy ją zobaczyłem. Szła sama, ubrana w dresowe spodnie i białą bluzkę z full cap'em na głowie. Kierowała się na trybuny, pozbawiona jakichkolwiek emocji. Zupełnie jak ja.
Chyba jeszcze mnie nie zauważyła więc wróciłem do gry. Odbijałem piłkę o ziemię aż uciekła z moich rąk i poleciała za moje plecy. Nie zdążyłem się odwrócić a piłka wpadła do kosza. Odwróciłem się oniemiały. Kawałek dalej stała Li wpatrująca się w piłkę. Nadal mnie ignoruje? Nieźle jej to idzie. Wpatrywałem się w nią aż podeszła bliżej.
- Dlaczego tak się na mnie patrzysz?- Zapytała.
- Dziwnie jest widzieć cię w dresie w miejscu publicznym- zaśmiałem się cicho.
- Ha ha. Pytam poważnie. Widziałam jak na mnie patrzałeś jak tu szłam.
- Tęsknię za tobą.- Prychnęła.
- Śmieszne. Naprawdę!! Tydzień temu gadałeś, że to nic takiego że laski cie dotykają gdzie chcą. wyzywasz mnie, że robię z tego aferę. A teraz mówisz, że za mną tęsknisz?- Zaśmiała się bez humoru.
- Bo ty tego cholera nie rozumiesz!
- Czego?! Czego cholera nie rozumiem?! Tego, że po kłótni pojechałeś do kolegów na boisko i zapaliłeś jointa?! Aż taka głupia nie jestem!- Właśnie zdałem sobie sprawę, że krzyczymy na siebie w miejscu publicznym.
- Ja wcale nie mówię, że jesteś głupia! Skąd wiesz, że paliłem?!
- Nie muszę ci się zwierzać!
Zamilkłem a ona odeszła. Nasza pierwsza rozmowa od tygodnia, a raczej kłótnia. Nie chciałem tego. Naprawdę gdybym mógł, cofnąłbym się w czasie i zrobił to inaczej.
Już jest na to za późno. Wściekły rzuciłem piłkę nie patrząc gdzie leci. Ukucnąłem i myślałem, jak ją przeprosić. Nie mam pojęcia jak to zrobić. Ktoś rzucił piłkę w moją stronę. Austin, brat mojej dziewczyny.
- Siema stary.- Powiedziałem podnosząc się.
-Siema. Przyszedłem tu by ci pomóc.
- W....?
- W odzyskaniu mojej siostry. Wiem jaka jest i czego oczekuje od chłopaka. Ona mówi mi wszystko.
- To co mam robić?

*PIĘTNAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ*

Lili nie ma a ja w jej pokoju razem z Austinem zrobiłem jej miłą niespodziankę. W pokoju na łóżku znajdzie różę, w łazience płatki róż dookoła wanny a na biurku bombonierkę w kształcie serca i nasze zdjęcie oprawione w ramkę.
To najbardziej romantyczna rzecz jaką zrobiłem w swoim życiu. Nigdy więcej tego już nie zrobię.
- Stary słuchaj mnie. Lili pierwsze co zrobi to spyta się kto robi sobie z niej jaja. Gdy się okaże, że to nikt z rodziny to zadzwoni do ciebie- Austin zaczął objaśniać mi wszystko co zaplanował.- To masz nie zaprzeczać ani nie potwierdzać, że to ty. Mas grać tajemniczo. Rozumiesz?
- Tak, tak. Teraz idę bo Li za chwilę wróci.
- Powodzenia.
- Dzięki- i wyszedłem.
Kierowałem się do szopki za domem po swoja deskorolkę. Wziąłem ją i zacząłem jechać do lasu niedaleko parku. To tam ma być meta moich przeprosin i romantycznych gestów.
Zadzwoniła Lili, nie dała mi nic powiedzieć. Zaczęła bez wahania:
- Co to za głupie gierki?
- Ale o co chodzi?
- O to wszystko w moim pokoju.
- A co masz w pokoju?- Nadal udawałem głupa.
- Bombonierka, zdjęcie, róża....
- Las za parkiem. Masz dziesięć minut.
Rozłączyłem się  aby nie zdradzić jej więcej szczegółów swojego planu.  Kilka minut później szukała mnie po lesie. Stanąłem za nią i powiedziałem:
- Kogo szukasz?- Podskoczyła przerażona.
- Cholera! Nie strasz mnie tak!
-Za co?- Westchnąłem.
- Za wszystko. Za to, że tak cię potraktowałem na łące. Za to, że nakrzyczałem na ciebie na boisku.
- Długo zajęło ci wymyślenie tych wyjątkowych przeprosin?
-Nie. Twój brak mi pomógł.
- Wiem. Wygadał się.
- Wybaczysz?
- A mogę trzymać cię w niepewności?
- Nie.
- Tak, wybaczę ci.
Uniosłem ją, ona obtuliła mnie nogami aby nie spaść. Przytuliłem ją mocno a następnie pocałowałem w nos. Tak, w nos. Uśmiechnęła się i zrobiła to samo.
- Chcesz ode mnie prezent?- Zapytałem gdy już siedzieliśmy oparci o drzewo.
Posadziłem ją na sobie. Siedziała na mnie okrakiem mierzwiąc moje włosy.
-Jaki?- odpowiedziała pytaniem.
- Chcesz czy nie?
- Chcę.
- W takim razie dostaniesz malinkę.
Ona przytaknęła a ja zbliżyłem swoją twarz do jej szyi. Jęknęła gdy trafiłem w jej czuły punkt. Zaśmiałem się w jej szyję.
 Skończyłem swoje dzieło i z powrotem oparłem się o drzewo.
- Może zdjęcie na pamiątkę?- Zapytała Lili wyciągając telefon w kieszeni.
 Zgodziłem się. Zbliżyła swoją twarz do mojej i zrobiła nam zdjęcie. Pokazała mi je. Wyszło... całkiem fajnie. Ona patrzała na obiektyw a ja na nią. W moich oczach był widać miłość, którą ją darzę.
- Wstawisz to na facebook'a?- Spytałem dotykając nosem jej policzka.
- Yhymm... Ustawię je na profilowe.
- Ja też- odpowiedziałem. Zaraz po tym pocałowała mnie.
- Lili? - Usłyszałem głos którego znikąd nie kojarzyłem .
-Will?- Zapytała przerażona Li.
Yhymm.. Już wiem kto to. Jej były.
________________________________________________
1. Rozdział się podoba?
2. Jak myślicie co zrobi Justin??
hahahah.... Z rozdziałem wiąże się moja bezsenność.
Wena na rozdział naszła mnie w środku nocy. Tak w środku nocy wzięłam kartkę i zaczęłam pisać.
W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE FERIE JUŻ MI SIĘ SKOŃCZYŁY NIŻEJ JEST NAPISANE KIEDY POJAWIĄ SIĘ KOLEJNE ROZDZIAŁY. w:
PONIEDZIAŁKI ok. 19:30
ŚRODA ok. 19:00
PIĄTEK ok. 18:40
I W WEKEENDY POPOŁUDNIU.
Lil <33
Miłego dnia życzę.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 14- Justin

- Jak to twój były?- Spytałem zdenerwowany.
- On nie chce dać mi spokoju. Nie przejmuj się tym.
Jak do cholery mam się tym nie przejmować?! Już  chciałem się  o wszystko dopytać, powstrzymałem się. Nie chcę po raz kolejny się z nią kłócić.
Przecież do mnie też dzwonią byłe laski, więc czemu to mnie tak denerwuje?
To zupełnie coś innego. Ale nie powiem jej tego, bo to ona będzie wściekła. 
Nie wiem co jej odpowiedzieć.
- Masz się z nim nie kontaktować- wypaliłem.
-Słucham?- Zapytała zdziwiona tym co powiedziałem.
- Masz go ignorować.
- Jeśli ja mam ignorować jego to ty masz ignorować wszystkie dziewczyny które zarywają do ciebie na imprezach.- Wyraźnie podkreśliła ostatnie wyrazy zdania.
- Mieszasz do tego inną sprawę.
- Że co?! TY jesteś zazdrosny o to, że ja piszę z byłym a ja jestem zazdrosna o to, że każda laska do ciebie zarywa a  ty bezczelnie się z tego cieszysz idziesz z nią tańczyć!
Nie potrzebnie to gadałem.
- To jest inna sprawa.

- Wcale, że nie!
Lili wstała i czekała aż zrobię to samo. Niestety rozczarowałem ją. Nie mam zamiaru wstawać. Ona po prostu wyciągnęła telefon. Powiedziała coś do kogoś i poszła w stronę drogi. Zapewne zadzwoniła po którąś z koleżanek.
Chwilę później widziałem nadjeżdżający samochód. Był czerwony. Wsiadła do niego i odjechała.
Zostałem sam. Z tym gównianym wiankiem na głowie. Wyrzuciłem go gdzieś na bok. Po chwili tego pożałowałem, wstałem chcąc go szukać. Odechciało mi się gdy go zobaczyłem w rzece niedaleko.  Kopałem wszystko dookoła aż nie poczułem bólu w nodze.
-Kurwa- mruknąłem chodząc w kółko. Wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem na boisko od koszykówki. Na pewno będą tam moje ziomki.
 Po piętnastu może dwudziestu minutach jazdy byłem na miejscu. Przywitałem się z nimi i oparłem o ogrodzenie. Wszyscy zaczęli palić jointy.
- Dawajcie mi jednego- powiedziałem na co spojrzeli na mnie zdziwieni.- Pokłóciłem się z Lili.
Teraz już wszystko stało się dla nich jasne. Nie chciałem im zdradzać szczegółów bo przyznaliby jej rację. Sam doskonale wiedziałem, że ona miała rację. I to mnie wkurzało.
Graliśmy cały dzień. Wieczorem wróciłem do siebie próbując nawiązać kontakt z Lili. Cały czas nie odbierała. Wybrałem numer jej brata. Po dwóch sygnałach odebrał i powiedział:
- Justin?
- Tak. Jest Lili w domu?
- Yyy. Jest ale powiedziała, że nie chce z tobą gadać.
- Nie dziwię się jej.
-Co ty jej zrobiłeś?
- Jest na mnie zła. Powiesz jej że dzwoniłem?
- Ok.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Lili mnie ignoruje. To zepsuło mi humor do końca. Wróciłem do swojego pokoju w którym nie było mnie od rana. Ostatni raz wybrałem numer Li, gdy nie odebrała zszedłem na dół po zgrzewkę piwa i wróciłem na górę. Włączyłem telewizję, otwarłem piwo i oglądałem.
  W głowie echem odbijały mi się słowa Lil które mi kiedyś powiedziała "I met You by Chance"
W dzień w który je usłyszałem poczułem się zgubiony. Jak małe dziecko w supermarkecie. Wziąłem gitarę i zacząłem śpiewać:

-I don’t know how I got here
I knew it wouldn’t be easy
But your faith in me was so clear
It didn’t matter how many times I got knocked on the floor
But you knew one day I would be standing tall
Just look at me now

Cause everything starts from something
But something would be nothing
Nothing if your heart didn’t dream with me
Where would I be , if you didn’t believe
Believe…

There were days when I was just broken, you know
There were nights when I was doubting myself
But you kept my heart from falling
It didn’t matter how many times I got knocked on the floor
But you knew one day I would be standing tall


Just look at us now

Cause everything starts from something
But something would be nothing
Nothing if your heart didn’t dream with me
Where would I be , if you didn’t believe.
Jedna z moich ulubionych piosenek. Co ja mam robić bez Lili? Siedzieć bezczynnie przed telewizorem?
Naprawdę nie wiem co mam robić.
 Jestem zagubiony myślami.
Co ja mam robić żeby nie była na mnie zła??



__________________________________________________
No to czekam na wasze pomysły, mówię serio w komentarzach podawajcie swoje pomysły.
Mam do was 3 pytania:
1.Czy jak wejdziecie na bloga automatycznie leci wam muzyka?
2. Podoba wam się rozdział?
3. Jak myślicie co zrobi??
Od dziś podpisuję się Lil, ponieważ jest możliwość, że czasem ktoś za mnie będzie dodawał rozdziały.
Oczywiście pod moim nadzorem.
Miłego wieczoru ;**

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 13- Justin

     Obudziłem się wcześnie rano. Cały czas tuliłem się do Lili. Uśmiechnąłem się do siebie.
Na dole w kuchni słychać już było moich rodziców. Wywlokłem się z łóżka prosto do łazienki. Wykąpałem się, teraz stoję tu w fioletowych spodniach. Ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść!- Krzyknąłem.
Do pomieszczenia weszła Lili. Była ubrana w moją koszulkę z jakimś napisem. Rzuciłem w jej stronę krótkie spodenki, które tu ostatnio zostawiła.
-Dzięki- powiedziała z lekkim uśmiechem.
Stanęła obok mnie. Posadziłem ją na blacie obok umywalki.
-Podobało ci się wczoraj?- Zapytałem chwytając jej ręce. Splotłem je ze swoimi.
- Impreza? Tak, tylko szkoda, że tak dużo śpiewałam.
-A później?
-Hymm... Też...
- Chodź zjemy coś.
Zeszliśmy na dół do kuchni. Miałem nadzieję, że nikogo już tam nie będzie. Niestety, byli wszyscy.
-Hej- powiedziałem- To jest Lili, moja dziewczyna.
-Dzień dobry- powiedziała.
Podałem jej sok i wróciliśmy na górę.
-Dlaczego tu przyszliśmy?- Spytała siadając na łóżku.
-Rodzice potrafią narobić wstydu a mi to nie potrzebne- usiadłem obok i posadziłem ją sobie a kolanach.- I wolę być z tobą sam.- Zacząłem ją całować w szyję.
- Przestań- powiedziała odsuwając swoją szyję.
-Czemu?- Udałem smutnego.
- Nie mam ochoty na te gierki.
-Nie masz?- Przysunąłem swoją twarz bliżej jej twarzy. Jeden ruch i się pocałujemy.
- Nie, nie mam.
- to niepotrzebnie kusisz.
- Czym?
-Wszystkim- pocałowałem ją.
Poczułem się trochę niezręcznie go do pokoju wszedł mój ojciec i nas przyłapał.Lili go nie zauważyła, a on tylko się uśmiechnął i powiedział bezgłośnie "powodzenia". Drzwi zamknął i poszedł.
Odsunęliśmy się od siebie aby złapać powietrze.
-Co będziemy dziś robić?- Zadała pytanie na które nie znałem odpowiedzi.

*PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ*

Siedzimy na łące pełnej kwiatów.
Gdy byliśmy u mnie przypomniałem sobie rysunek Lili. I tą łąkę którą narysowała. Ja znałem to miejsce, więc ją tam wziąłem. Jej zachwyt był nie do opisania.
Li nazrywała kilka kwiatów i zaczęła robić wianki. Jeden dla niej, jeden dla mnie. Założyła mi go na głowę i zrobiła zdjęcie.
Swoje blond włosy miała splecione w luźny warkocz opadający na prawe ramie. Siedziała do mnie bokiem z wiankiem na głowie i patrzała na niebo. Wykorzystałem okazję i zrobiłem jej zdjęcie. Od razu ustawiłem je na tapetę. Pokazałem jej to, uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w policzek.
-Justin?- Zwróciłem głowę w jej stronę.
-Hmm??
- Zaśpiewaj coś. 
Bez zastanowienia się zacząłem:
-She's not broken
She's just a baby
But her boyfriend's like a dad, just like a dad
Draw those flames that burn before him
Now he's gonna find a fight, gonna fool the bad

You know that I love you boy
Hot like Mexico, rejoice
At this point I gotta choose
Nothing to loose

Don't call my name
Don't call my name, Alejandro
I'm not your babe
I'm not your babe, Fernando
.

Już nie mogłem dalej śpiewać, bo za bardzo chciało mi się śmiać. Lili także wybuchnęła śmiechem.
-Justin ja mówię poważnie- powiedziała rzucając we mnie kwiatem..
-Dobra
Jakaś romantyczna piosenka?
-Got a whole lotta texts on my phone and I don't reply
The next eight bars tell you why

You're all that matters to me
Yeah yeah, worried about nobody else
If it ain't you, I ain't myself
You make me complete
You're all that matters to me

Yeah, yeah, what's a king bed without the queen
There ain't no "I" in team
To make me complete
You're all that matters to me .
Spojrzała na mnie. W jej oczach było widać szczęście, które dało mi znać, że to po części moja zasługa. Uwielbiam śpiewać dla niej piosenki. Z chwili na chwilę kocham ją coraz bardziej.
Zabrzęczał czyiś telefon. Chwile później Li w ręce miała telefon.
- Kto to?- Zapytałem z ciekawością.
- Mój były- odpowiedziała cicho, chyba nie chciała abym ją usłyszał.
Ale jednak. Usłyszałem. Ręce zacisnęły mi się w pięści, siedziałem tam na maksa wkurzony tą odpowiedzią.
__________________________________________________

Dziś rozdział ,meega krótki ponieważ razem z Kamilą mamy zły dzień.  Złe będą dwa najbliższe miesiące :((
Rozdziały będą się pojawiały raz dziennie pod warunkiem, że bedą komentarze.

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 12- Lili i Justin

Proszę, przeczytaj notkę pod rozdziałem! Jeśli ją przeczytasz pozostaw komentarz, że rozumiesz.

*LILI*

Jest pierwszy Marca. Urodziny Justina. Ubrałam już sukienkę którą kupiłam, do zestawu dołożyłam czarne szpilki które tworzyły kompletną całość. Włosy wyprostowałam a prezent ładnie zapakowałam.
Przypomniał mi się tamten dzień. Dzień w którym wziął mnie na zakupy i pocałował w przymierzalni. Włożyłam skórzaną kurtkę i wyszłam. Podczas drogi cały czas otrzymywałam esemesy od Justina. Zaśmiałam się z tylko jednego esemesa:


Proszę, idź szybciej!
 Chcę cię widzieć w tej sukience!
Nie chcę dłużej czekać.
Czekam na zewnątrz.




Oj, bardzo niecierpliwy z niego chłopak. Gdy dochodziłam do klubu widziałam go jak kończy papierosa. Moje urodziny by tak nie wyglądały. Zauważył mnie i szybko wyrzucił papierosa. Zachichotałam.I wtedy przytulił mnie mocno , ja wcale nie byłam zła śmieszyło mnie to. Cały czas się śmiałam.
- Z czego się tak śmiejesz?- Zapytał cały czas mnie tuląc.
-Z ciebie, debilu.- Wręczyłam mu prezent.- To dla ciebie.
- Dzięki ale nie musiałaś.
-Cholera bierz- wziął.
Weszliśmy do środka. Nie znałam połowy ludzi. Stanęłam przy scenie i zaczęłam szukać Justina którego zgubiłam po drodze. Odwróciłam się. Stał na scenie i mnie zapowiadał. Stanęłam sztywno gdy wypowiedział moje imię i wszyscy na mnie spojrzeli. Weszłam na scenę po drodze biorąc mikrofon Bieberowi. Melodia zaczęła grać, musiałam chwilę poczekać aby skojarzyć piosenkę. W końcu ją rozpoznałam i zaczęłam śpiewać:

-
You're so mono
Together we can be stereo
st-st-st-stereo love
You look so low, low
Together we can get high, hi-fi
st-st-st-stereo
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Boom boom
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Supersonic boom supersonic boom
You got me high
You got me low
You make make me go go go out of control
I l-l-like the way we flow
Let's go go, go get me that sensory overload
Got me got me love got me love got me love sick
Got me got me love got me love you got me love sick


Turn it up, turn it up, turn it up, turn it up
Turn it up, turn it up, turn it up, u turn it up
You're the needle scratching on my vinyl
C-c-Chamberlain, with that delicious thing
It takes two to dance four on the floor heart like an 8O8
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Boom boom
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Supersonic boom supersonic boom
You got me high
You got me low
You make make me go go go out of control
I l-l-like the way we flow
Let's go go, go get me that sensory overload
Got me, got me love, got me love, got me love sick
Got me, got me love, got me love, you got me love sick
Turn it up, turn it up, turn it up, turn it up
Turn it up, turn it up, turn it up, u turn it up
Radioactive now you can't stop it
We're gonna party all night
Radioactive you know we've got it
We're gonna party all night
Radioactive super hypnotic
We're gonna party all night
Radioactive now you can't stop it
We're gonna, we're gonna gonna
We're gonna, we're gonna gonna
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
Boom boom supersonic
Boom
You got me high
You got me low
You make make me go go go out of control
I l-l-like the way we flow
Let's go go go get me that sensory overload
Got me got me love got me love got me love sick
Got me got me love got me love you got me love sick
Turn it up, turn it up, turn it up, turn it up
Turn it up, turn it up, turn it up, u turn it up
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Boom boom
Boom boom supersonic
Boom supersonic boom
You make my heart go
Supersonic boom, supersonic boom. *
Wszyscy patrzeli na mnie.... Zachwyceni? Po chwili zaczęli krzyczeć "Jeszcze". Powiedziałam zespołowi co mają zagrać i zaśpiewałam drugą piosenkę:

-You pull up outside with your hot headlights
& ur walking up the stairs w/ a girl on each side
Go in the door like a thunder storm go and
Crash boom boom w/ the lights on the dance floor
We get down, we get down, we got down
We get down, we get down, we got down
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
Taking her time cause he's on the chase
So she's stringing him along
And she's getting in his head space
Clinical form with their jaws on the floor
And the girls keep score
While the boy's in back burn
So cool down, cool down, just cool down
We get down, we get down, we get down
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
Well all the boys want someone to let them go
All the boys want, all the boys want
Scientific in my brain
Filling dance inside my veins
Twist me like a hurricane
Numb me up like Novocaine
Scientific in my brain
Filling dance inside my veins
Twist me like a hurricane
Numb me up like Novocaine
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
All the girls want boys, boys
And all the boys want someone to let them go
Well all the boys want someone to let them go
All the boys want, all the boys want*
Po skończeniu piosenki zeszłam ze sceny. Justin cały czas na mnie czekał.. Przytuliłam się do niego mocno.
- Już tam nie wrócę..- Powiedziałam puszczając go.
- Oj wrócisz ale później.. Wszyscy chcą abyś zaśpiewała coś wolnego..
Zamarłam. Ja wolną piosenkę?!Żarty jakieś!
-Jesteś jeszcze zła?- Szepnął mi do ucha.
- Zależy w jakiej sytuacji się teraz znajduję.
- W złej jeśli powiesz tak.

*JUSTIN*

Zaprzeczyła. Już nie jest na mnie zła. dziś trzeba wykonać rzeczowy ruch.
- Pójdziemy później do mnie?- Zapytałem.- Będziemy sami.
Spojrzała na mnie jakby znudzona. Jej oczy mówiły coś innego, była podniecona tą myślą. Uśmiechnąłem się triumfalnie. To poprawiło mi nastrój. Wypiliśmy po dwa drinki. Później Li wróciła na scenę zaśpiewać wolny kawałek a ja stałem jak bałwan i patrzałem jak inni tańczyli i się całowali. Po kilku minutach dziewczyna wróciła do mnie, poszliśmy prosto na parkiet. Przetańczyliśmy kilka kawałków i przemknęliśmy się niezauważalnie do tylnego wyjścia z lokalu.  Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do mojego domu.
Gdy do niego weszliśmy zaczęliśmy się całować. Naprawdę nie wiem jakim cudem udało nam się wejść po schodach do mojego pokoju. Leżeliśmy na łóżku. Co chwilę zmienialiśmy się miejscami, raz Lili była nade mną a raz ja nad nią.
Kilka sekund później byliśmy przed sobą w samej bieliźnie. Zrobiłem następny krok i chwyciłem za zapięcie jej koronkowego stanika.

_______________________________________________
no więc tak. Teraz proszę o wyrozumiałość.. Codziennie po dodaniu rozdziału  dostaję pytanie "kiedy następny". ROZDZIAŁ będzie DODAWANY RAZ DZIENNIE. Staram się pisać długie rozdziały ale nie zawsze mi to wychodzi.. Dobrze o tym wiem. Ale POSTAWCIE SIĘ W MOJEJ SYTUACJI. Prawie cały dzień spędzam przed komputerem aby napisać dla was rozdział a wy zamiast komentować, pisać mi o tym co może się zdarzyć ( mniej więcej wasze myśli). Jak dostaję takie pytanie czuję się wykończona. Człowiek nie zawsze ma inspiracje na kolejny rozdział. Tak jak ja dziś. Rozdział W OGÓLE MI SIĘ NIE PODOBA. Przykro jest mi widzieć, że pod ostatnim rozdziałem est jeden, dwa albo wcale komentarzy. Bloga dziennie odwiedza średnio ok. 1 tyś osób z tego dwie albo trzy komentują. Gdy to widzę robi mi się przykro. Więc robię tak:
BRAK KOMENTARZY = BRAK ROZDZIAŁU.
Prosty układ.
Od dziś nazywam się Blooger. Tylko na to reaguję.
Miłego wieczoru życzę. ;**

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 11- Lili

 Dedykuję ten rozdział Sandzi, która pomogła mi stworzyć ten rozdział. ♥

Kliknij tu, słuchaj piosenki i czytaj rozdział

- No więc... Wszystko zaczęło się jak miałem szesnaście lat. Starzy kumple wciągnęli mnie w to gówno i siedziałem w nim dość długo. Ale z tym skończyłem miesiąc temu. A Jack wtedy przyjechał bo dwa miesiące temu zamówiłem od niego towar. On stwierdził, że już nie ma go w tej branży i nie zrealizuje zamówienia. Wszystko było okej do póki - siedziałam po turecku bawiąc się paznokciami- póki nie zadzwonił parę dni temu i powiedział, że ma moje zamówienie. Byłem wściekły. Wylazłem z tego gówna a on nagle powraca i z powrotem mnie w to wciąga. Naprawdę chciałem ci powiedzieć ale nie wiedziałem jak.
Patrzał na mnie i czekał na jakąkolwiek reakcję. W końcu się odezwałam:
- Idź stąd- westchnęłam.- Muszę pomyśleć.
- Czyli ciche dni?
- Nie wiem.
- Mama kazała zapytać czy zaśpiewasz na moich urodzinach.
Oparłam się o framugę drzwi.
- Mama? serio?- uniosłam pytająco brew.- Jak ty możesz ją tak wykorzystywać?
-Dobra, ja pytam. będziesz?
- Kiedy?- Podszedł do mnie i chwycił w tali. Spojrzałam na jego rękę która bawiła się palcami mojej prawej ręki.
-Za dwa dni 1 marca- Odpowiedział patrząc w moje oczy.
-Zastanowię się-Odparłam oschle.
Wyszedł z pokoju, a ja nadal tam stałam. Zajęło mi trochę czasu podjęcie decyzji.Zastanawiało mnie dlaczego akurat mnie wybrał do zaśpiewania na jego urodzinach. Wróciłam do biurka i narysowałam kolejny rysunek.. Przedstawiał on portret uroczego chłopaka o dużych, brązowych oczach.
-Kto to jest?- Zapytał ciekawie Nate.
-Jest to mój przyjaciel, piękny prawda?-Odpowiedziałam zadowolona ze swojego szkicu.
-Mama Cię wołała-Powiedział zmieniając temat.
Bez odpowiedzenia mu, zostawiłam go samego w pokoju, i udałam się do garderoby mamy.
-Czego chciałaś?-Zapytałam krzyżując ręce na piersi.
-Chce abyś pomogła wybrać mi sukienkę.-Odpowiedziała trzymając w rękach stos sukienek.
-Po co?- Spytałam zdziwiona.
-Poznałam przemiłego mężczyznę , ma na imię Rob,jest policjantem. Zaprosił mnie dzisiaj na kolację.
Wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami.Wbiegłam do swojego pokoju, nie zastałam tam brata lecz zniszczony rysunek.
-Nate!-Wykrzyknęłam wymachując rękami.
Bezradna usiadłam i zaczęłam płakać.
Nie dość, że ,mam problemy  w związku to jeszcze w rodzinie, cały czas się kłócę z mamą i młodszym bratem.
Mama weszła do mojego pokoju i powiedziała:
-Co się tak drzesz?-Zapytała wściekle.
-Patrz jak wychowałaś swoje dziecko!-Odkrzyknęłam, wskazując biurko.
-No co?Ten nieporządny obrazek?
-On nie jest nieporządny, Nieporządna jest ta rodzina.-Krzyknęłam i zapłakana wybiegłam z domu.
Szłam pustymi ulicami Kanady, mając nadzieję, że nikogo nie spotkam.Mój telefon zabrzęczał, esemes od Justina:

IMPROIX OD 17:30
Nie wymieniając się żadnym zdaniem z mamą ani bratem powróciłam do swojego pokoju.Starałam się odnowić rysunek, ale męczyłam się na darmo..
Sfrustrowana wyrzuciłam ostatnią kartkę do śmietnika. Myślałam godzinami co mogę mu kupić, aż w końcu przypomniałam sobie, że jego  pokój był zapełniony różnymi rzeczami z Michael'a Jackson'a.
Kupię mu jego biografię.-Narzuciłam na siebie bluzę i udałam się do najbliższej księgarni.
W księgarni jak to w księgarni było mało osób.. Kolejno przeglądając każdą biografię ujrzałam jedną książkę która była inna niż wszystkie. Miała miękką oprawę, a okładkę zdobił lśniący napis. Otwarłam ją na pewnej stronie i przeczytałam pierwsze dwa zdania:
-,,Niektóre dni pasują do siebie niczym fragmenty witraża. Sto malutkich kawałków różnego koloru i w różnym nastroju, które po połączeniu dają kompletny obraz''.*
Bardzo spodobała mi się ta książka. Postanowiłam ją kupić razem z biografią. Po zakupie postanowiłam wrócić do domu, ponieważ była dość późna godzina. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Facebook'u, w skrzynce odbiorczej miałam kilka nie przeczytanych wiadomości od Justina.
*ROZMOWA Z JUSTINEM*

(J-Justin;L-Lili)
J.: To co przyjdziesz na moje urodziny?
L.: Nie jestem pewna w 100%. 
J.: Dlaczego?
L.: Nadal jestem na Ciebie zła..
J.: Jeszcze?
L.: Tak, nie mogę o tym zapomniec..
J.:Przepraszm..
L.: Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy.
Rozdrażniona wylogowałam się i zamknęłam laptopa.  Trzeba by wybrać strój.
Stanęłam przed lustrem.
- Co by tu ubrać na taką imprezę?- Zapytałam swoje odbicie.
Przecież nie mam ubrań na takie coś.Napisałam do Justina:
Ja nie idę na imprezę.
Nie mam co ubrać.

Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. zeszłam na dół aby je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu stał tam Justin z bukietem czerwonych róż.
-Przepraszam- powiedział wręczając mi kwiaty.
- Dostałeś esemesa?- Zapytałam.
- I dlatego tu jestem.
-Nie rozumiem.
- Biorę cię na zakupy.
Wziął mnie za rękę i posadził mnie na miejscu pasażera w jego samochodzie.On sam usiadł na miejscu kierowcy. 
Byliśmy w kilkunastu sklepach, ale jak dotąd żadna sukienka mi nie odpowiadała. Aż do czasu gdy weszliśmy do sklepu z bardzo drogimi sukienkami. Spojrzałam na niego błagając o wejście do tego sklepu. On tylko przytaknął głośno wzdychając. Wciągnęłam go do środka. Przejrzałam miliony sukienek i wybrałam jedną która była bardzo wyjątkowa.
Była to dość krótka niebieska sukienka  Ombre z ćwiekami na ramionach. Wzięłam ją do przymierzalni i włożyłam ją na siebie.
-Justin,  chodź tu!-krzyknęłam przeglądając się w lustrze.
-Tak?
-Wejdź tu na chwilę:) -Wszedł jak mu kazałam.-Co o tym sądzisz?
-Wyglądasz w niej bardzo seksownie.Mogę zrobić nam zdjęcie na Twettera?-Przytaknęłam nieśmiało.
 
*Pstryk*
 
Chwycił mnie za biodra i przyciągnął bliżej siebie.
Jedną ręką trzymał mnie za biodro, a drugą dotknął mojego policzka. Szybko i niespodziewanie pocałował mnie.