muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=7HVvnfB-SPo

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 11- Lili

 Dedykuję ten rozdział Sandzi, która pomogła mi stworzyć ten rozdział. ♥

Kliknij tu, słuchaj piosenki i czytaj rozdział

- No więc... Wszystko zaczęło się jak miałem szesnaście lat. Starzy kumple wciągnęli mnie w to gówno i siedziałem w nim dość długo. Ale z tym skończyłem miesiąc temu. A Jack wtedy przyjechał bo dwa miesiące temu zamówiłem od niego towar. On stwierdził, że już nie ma go w tej branży i nie zrealizuje zamówienia. Wszystko było okej do póki - siedziałam po turecku bawiąc się paznokciami- póki nie zadzwonił parę dni temu i powiedział, że ma moje zamówienie. Byłem wściekły. Wylazłem z tego gówna a on nagle powraca i z powrotem mnie w to wciąga. Naprawdę chciałem ci powiedzieć ale nie wiedziałem jak.
Patrzał na mnie i czekał na jakąkolwiek reakcję. W końcu się odezwałam:
- Idź stąd- westchnęłam.- Muszę pomyśleć.
- Czyli ciche dni?
- Nie wiem.
- Mama kazała zapytać czy zaśpiewasz na moich urodzinach.
Oparłam się o framugę drzwi.
- Mama? serio?- uniosłam pytająco brew.- Jak ty możesz ją tak wykorzystywać?
-Dobra, ja pytam. będziesz?
- Kiedy?- Podszedł do mnie i chwycił w tali. Spojrzałam na jego rękę która bawiła się palcami mojej prawej ręki.
-Za dwa dni 1 marca- Odpowiedział patrząc w moje oczy.
-Zastanowię się-Odparłam oschle.
Wyszedł z pokoju, a ja nadal tam stałam. Zajęło mi trochę czasu podjęcie decyzji.Zastanawiało mnie dlaczego akurat mnie wybrał do zaśpiewania na jego urodzinach. Wróciłam do biurka i narysowałam kolejny rysunek.. Przedstawiał on portret uroczego chłopaka o dużych, brązowych oczach.
-Kto to jest?- Zapytał ciekawie Nate.
-Jest to mój przyjaciel, piękny prawda?-Odpowiedziałam zadowolona ze swojego szkicu.
-Mama Cię wołała-Powiedział zmieniając temat.
Bez odpowiedzenia mu, zostawiłam go samego w pokoju, i udałam się do garderoby mamy.
-Czego chciałaś?-Zapytałam krzyżując ręce na piersi.
-Chce abyś pomogła wybrać mi sukienkę.-Odpowiedziała trzymając w rękach stos sukienek.
-Po co?- Spytałam zdziwiona.
-Poznałam przemiłego mężczyznę , ma na imię Rob,jest policjantem. Zaprosił mnie dzisiaj na kolację.
Wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami.Wbiegłam do swojego pokoju, nie zastałam tam brata lecz zniszczony rysunek.
-Nate!-Wykrzyknęłam wymachując rękami.
Bezradna usiadłam i zaczęłam płakać.
Nie dość, że ,mam problemy  w związku to jeszcze w rodzinie, cały czas się kłócę z mamą i młodszym bratem.
Mama weszła do mojego pokoju i powiedziała:
-Co się tak drzesz?-Zapytała wściekle.
-Patrz jak wychowałaś swoje dziecko!-Odkrzyknęłam, wskazując biurko.
-No co?Ten nieporządny obrazek?
-On nie jest nieporządny, Nieporządna jest ta rodzina.-Krzyknęłam i zapłakana wybiegłam z domu.
Szłam pustymi ulicami Kanady, mając nadzieję, że nikogo nie spotkam.Mój telefon zabrzęczał, esemes od Justina:

IMPROIX OD 17:30
Nie wymieniając się żadnym zdaniem z mamą ani bratem powróciłam do swojego pokoju.Starałam się odnowić rysunek, ale męczyłam się na darmo..
Sfrustrowana wyrzuciłam ostatnią kartkę do śmietnika. Myślałam godzinami co mogę mu kupić, aż w końcu przypomniałam sobie, że jego  pokój był zapełniony różnymi rzeczami z Michael'a Jackson'a.
Kupię mu jego biografię.-Narzuciłam na siebie bluzę i udałam się do najbliższej księgarni.
W księgarni jak to w księgarni było mało osób.. Kolejno przeglądając każdą biografię ujrzałam jedną książkę która była inna niż wszystkie. Miała miękką oprawę, a okładkę zdobił lśniący napis. Otwarłam ją na pewnej stronie i przeczytałam pierwsze dwa zdania:
-,,Niektóre dni pasują do siebie niczym fragmenty witraża. Sto malutkich kawałków różnego koloru i w różnym nastroju, które po połączeniu dają kompletny obraz''.*
Bardzo spodobała mi się ta książka. Postanowiłam ją kupić razem z biografią. Po zakupie postanowiłam wrócić do domu, ponieważ była dość późna godzina. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Facebook'u, w skrzynce odbiorczej miałam kilka nie przeczytanych wiadomości od Justina.
*ROZMOWA Z JUSTINEM*

(J-Justin;L-Lili)
J.: To co przyjdziesz na moje urodziny?
L.: Nie jestem pewna w 100%. 
J.: Dlaczego?
L.: Nadal jestem na Ciebie zła..
J.: Jeszcze?
L.: Tak, nie mogę o tym zapomniec..
J.:Przepraszm..
L.: Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy.
Rozdrażniona wylogowałam się i zamknęłam laptopa.  Trzeba by wybrać strój.
Stanęłam przed lustrem.
- Co by tu ubrać na taką imprezę?- Zapytałam swoje odbicie.
Przecież nie mam ubrań na takie coś.Napisałam do Justina:
Ja nie idę na imprezę.
Nie mam co ubrać.

Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. zeszłam na dół aby je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu stał tam Justin z bukietem czerwonych róż.
-Przepraszam- powiedział wręczając mi kwiaty.
- Dostałeś esemesa?- Zapytałam.
- I dlatego tu jestem.
-Nie rozumiem.
- Biorę cię na zakupy.
Wziął mnie za rękę i posadził mnie na miejscu pasażera w jego samochodzie.On sam usiadł na miejscu kierowcy. 
Byliśmy w kilkunastu sklepach, ale jak dotąd żadna sukienka mi nie odpowiadała. Aż do czasu gdy weszliśmy do sklepu z bardzo drogimi sukienkami. Spojrzałam na niego błagając o wejście do tego sklepu. On tylko przytaknął głośno wzdychając. Wciągnęłam go do środka. Przejrzałam miliony sukienek i wybrałam jedną która była bardzo wyjątkowa.
Była to dość krótka niebieska sukienka  Ombre z ćwiekami na ramionach. Wzięłam ją do przymierzalni i włożyłam ją na siebie.
-Justin,  chodź tu!-krzyknęłam przeglądając się w lustrze.
-Tak?
-Wejdź tu na chwilę:) -Wszedł jak mu kazałam.-Co o tym sądzisz?
-Wyglądasz w niej bardzo seksownie.Mogę zrobić nam zdjęcie na Twettera?-Przytaknęłam nieśmiało.
 
*Pstryk*
 
Chwycił mnie za biodra i przyciągnął bliżej siebie.
Jedną ręką trzymał mnie za biodro, a drugą dotknął mojego policzka. Szybko i niespodziewanie pocałował mnie.

2 komentarze:

  1. zapomnialam napisac komentarza.
    zajebiste*.*
    czekam na nowy;c

    OdpowiedzUsuń
  2. UWIELBIAM! :* /marceeela

    OdpowiedzUsuń