- Idziemy do mnie?- Spytał Justin pomagając mi wyjść z basenu.
- Jasne. Zrobię wszystko żeby nie stać tutaj w samej bieliźnie.- Odpowiedziałam.
Zaśmiał się. Chwilę później byliśmy u niego w pokoju. Rzucił mi swoją bluzkę.
-Dzięki- powiedziałam.
- Kochanie, kiedy masz urodziny?
- Za tydzień.- Usiadł obok mnie. - A co?
- W urodziny nie będzie cie w domu.
-Dlaczego?- Zdziwienie było wymalowane na mojej twarzy.
- Mój prezent dla ciebie jest nie do przeniesienia.
-Jak to?
- Z okazji twoich urodzin jedziemy na Barbados.
-Słucham?!- Wstałam ze zdziwienia.
Chciałam krzyczeć i pokazać mu jak się cieszę. Podeszłam do niego zmuszając go aby wstał.
-Dziękuję- po wypowiedzeniu tego słowa pocałowałam go.
- Jutro po południu wyjeżdżamy.
- Nie zdążę się spakować!
- To lepiej już idź. Wejdę po ciebie wieczorem i pójdziemy na miasto.
- Ok.
Pocałowałam go raz jeszcze i wyszłam. Weszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam walizkę.
- Gdzie jedziesz?- Spytał Austin.
- Kurwa! Zawału mam tu dostać?- Zaśmiał się.
-Odpowiesz?- Oparł się o futrynę drzwi.
- Jestem pełnoletnia.
- Ja też.
- I jadę sobie na wakacje.
- Gdzie?
- Na Barbados.
- Z..?- Ciekawość chyba zżera go od środka.
- Justinem. To jest jego prezent urodzinowy dla mnie.
- Ten chłopak chyba całe życie będzie mnie zaskakiwał.
-Nie tylko ciebie. Idź już, muszę się spakować.
Posłusznie wyszedł zamykając za sobą drzwi. Uszykowałam dwie walizki. Do tej mniejszej spakowałam buty, kosmetyki itp. Do drugiej mnóstwo ubrań. Co ubrać na jutrzejszy wyjazd? Już wiem! Wygrzebałam ze szafy zwiewną, fioletową sukienkę na ramiączkach i czarne szpilki. Może by tak zadzwonić do mamy? Nie.. Austin wszystko jej powie.
Gdy skończyłam się pakować była 19:00. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam jak najszybciej po schodach wyprzedzając swojego starszego brata który chciał otworzyć drzwi.
- Nic z tego braciszku- powiedziałam i otworzyłam drzwi.
Stał tam Justin z bukietem róż.
- Z jakiej to okazji?- Spytałam gdy wręczał mi kwiaty.
- Z takiej, że cie kocham- odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Austin wrócił do kuchni zostawiając nas samych. Spojrzał na mój strój i zaśmiał.
- Wiesz w majtkach i mojej bluzce to nie wypada otwierać drzwi.
- Wiesz, za bardzo byłam zajęta pakowaniem się.
- Idź się przebierz. Wychodzimy.
-Daj mi piętnaście minut.
Wróciłam do swojego pokoju w błyskawicznym tempie.Ubrałam dżinsy, bluzkę Justina zostawiłam. Włożyłam conversy i skórzaną kurtkę. Włosy związałam w niechlujny kok i wróciłam do niego. Przytuliłam go mocno i wyszliśmy.
-Dokąd zmierzamy?
- Niespodzianka księżniczko.
- Juuuuustin.... - Specjalnie przedłużyłam jego imię.
- Liliiiii, jeszcze kawałek.
- Nie lubię niespodzianek.
- Idziemy do restauracji.
- Justin! Nie mogę iść tak ubrana do restauracji!
- Wyglądasz pięknie. Chodź jesteśmy na miejscu.
Wziął mnie na rękę i wprowadził do środka. Usiedliśmy przy stoliku przy oknie.
Justin zamówił spaghetti.
*JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ*
Jest godzina 21:00. Razem z Justinem nadal chodzimy po mieście. Stanęliśmy przed moim domem.
- Księżniczko idź spać bo nie wstaniesz. Będę po ciebie o 12:30.
- Obudź mnie trochę wcześniej.
- O szóstej zadzwonię.
-Słucham?!
- Buziak na dobranoc?
Zamiast w usta pocałowałam go w policzek. Udał smutnego.
*RANEK *
Obudziłam się chwilę przed telefonem Justina. To pewnie z ekscytacji. Całe dwa tygodnie tylko z nim? O co więcej można prosić? Nikt nam nie będzie przeszkadzał...Ach, i to słońce. Wrócę opalona. W końcu nie będę taka blada.Ubrałam wczoraj przyszykowany strój i vansy. Włosy spięłam w pięknego koka, przyozdobiłam go spinkami w kształcie kwiatów. Całość wyglądała idealnie.
Gdy skończyłam się ubierać była dziewiąta piętnaście. Pościeliłam swoje łóżko, otworzyłam okno i ogarnęłam z lekka swój pokój. Chciałam go zostawić w jak najlepszym porządku.
Jeszcze tylko godzina i przyjdzie Justin. Ciekawe co zaplanował na te czternaście dni... Chciał żeby moje urodziny były wyjątkowe.
Ktoś zapukał do drzwi. Po otwarciu ich ujrzałam swojego chłopaka.
- Witam pana- powiedziałam radośnie.
- Witaj piękna.- Pocałował mnie. - Gdzie walizki?
- W pokoju.
Zaniósł je do samochodu a ja w tym czasie pożegnałam się z braćmi. Obiecałam, że zadzwonię jak będziemy na miejscu.
* * *
Podróż samolotem minęła spokojnie. Justin właśnie wyciągał nasze walizki a ja patrzyłam na niebo. Niespodziewanie wziął mnie sobie na ręce i wniósł do domu tak jak pan młody swoją małżonkę. Zaniemówiłam gdy zobaczyłam wystrój mieszkania. Był on... bardzo nowoczesny.
Jest tu tak spokojnie i romantycznie.
- Gdzie sypialnia?- Zapytałam.
- Na piętrze.
Poszłam tam. Łóżko było ogromne, spokojnie zmieściłoby się na nim pięć osób. Justin obtulił mnie rękami, głowę położył na moich plecach.
- Tu jest pięknie - powiedziałam.
- Yhymm... Jest szesnasta a my jesteśmy zmęczeni.
- Wiem.
- Idziemy spać?
- Kusząca propozycja.
- Wiem.
- Aby napiszę Austinowi, że dojechaliśmy.
Wysłałam esemesa, przebrałam się w koszulę nocną i wskoczyłam do łóżka obok Justina. Czując się bezpiecznie zasnęłam wtulona w Jussa.
* * *
Gdy rano się obudziłam Justin jeszcze spał. Ostrożnie wstałam. W walizce znalazłam kolorową bluzkę sięgającą przed kolano. Pod spód włożyłam czarny strój kąpielowy.
Korzystając ze sytuacji postanowiłam zrobić śniadanie.
Na stole w kuchni postawiłam dwa talerze z kanapkami.
- Dobry- powiedziałam patrząc na Justina stojącego przy blacie.Włączyłam radio.
- Spryciula zrobiła śniadanie?- Usiadł na krzesełku i zaczął jeść.
- Yhymm...
- O której wstałaś?
- Godzinę temu.
Usiadłam bok niego. W radio puścili moją ulubioną piosenkę. Wstałam i zaczęłam tańczyć.
- Na co tak patrzysz?- Zapytałam.
- Na to jak tańczy moja dziewczyna- skończył jeść.
- Chodź tu.
Podszedł do mnie, trochę zwolnił tempo tańca więc zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Kocham cię - wyszeptał po czym mnie pocałował.
- Ja ciebie też.
- Idziemy na spacer?
- Idź się ubierz.
- Jestem ubrany.
- Nie masz bluzki.
- A ty spodni.
- Ugh, idziemy- uśmiechnął się zwycięsko.
Podczas spaceru weszliśmy do kawiarni na obiad.
Jesteśmy na plaży, Justin z jakimiś chłopakami gra w siatkówkę. Ja opalałam się razem z dwiema brunetkami.
- Hej laski!- Krzyknęli chłopacy z boiska.- Zagracie przeciw chłopakom?
Wszystkie od razu się zgodziły. Każda grała przeciw swojemu chłopakowi.
- Lili zaczyna- oznajmiła Amber podając mi piłkę.
Trzy zagrywki należały do mnie. Zaś zagrywał Justin ale długo się tym nie nacieszył.
Ostatecznie wygrałyśmy z przewagą sześciu punktów. Około północy wróciliśmy. Żadne z nas nie było zmęczone.
- Dzisiaj na meczu daliśmy wam wygrać- krzyknął z salonu.
- ta jasne.. Już ci wierzę- poszłam do niego.
Leżał na kanapie gapiąc się w telewizor.
- Ale z ciebie leń.
- Masz pięć sekund żeby uciec.
- Kłamiesz.
- Cztery- usiadł.
Zaczęłam biec po schodach. Złapał mnie przed wejściem do sypialni.
- Nadal jestem leniem? Hm?- Spytał gilgając mnie przez co się śmiałam.
- Nie!- Wykrzyczałam poprzez śmiech.
- Więc?
- Przepraszam! Proszę, przestań!- Puścił mnie.
Szybko wpadłam do sypialni. Wzięłam piżamie i poszłam się wykapać. Gdy wróciłam Juss czekał na swoją kolej.
Dzień można zaliczyć do udanych. I to bardzo.
_____________________________________________________
Brak mi słów.... Naprawdę. Nie wiem co napisać.
Rozdział wyszedł jaki wyszedł i nic już na to poradzę.
Mnie nie za bardzo się podoba, a wam??
Jest dość długi bo strasznie się nudziłam na lekcjach.
Początek rozdziału zaczęłam pisać o 01:00 w nocy.
Czekam na wasze opinie w komentarzach.
ROZDZIAŁ BĘDZIE DODAWANY RAZ W TYGODNIU W PONIEDZIAŁKI.
ROZDZIAŁ 20 BĘDZIE TYM WYJĄTKIEM I DODAM GO 1 MARCA, Z OKAZJI 20 URODZIN JUSTINKA ♥. BĘDZIE ON MEGA DŁUGI Z OKAZJI JEGO ŚWIĘTA ^^ / Lil

mega rozdział.
OdpowiedzUsuńczekam na najlepszy dzien na swiecie♥
1 marca♥kocham