W tym momencie nie wiedziałem co robić. Jak on w ogóle nas znalazł? Czy ludzie tak często chodzą do lasu?
- Jak ze mną chodziłaś to się tak nie ubierałaś.- Znowu się odezwał.
Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to co była ubrana. W czarne, krótkie spodenki i biały top niezakrywający brzucha. Dałem jej swoją bluzę, z chęcią ją przyjęła. Przytuliłem ją od tyłu i spojrzałem wrogo na tego kolesia. Odwzajemnił to spojrzenie.
- Jak była z tobą to mnie nie znała. To dlatego- powiedziałem kładąc głowę na prawym ramieniu Lili.
Ścisnęła moje ręce na znak żebym się zamknął.
- Co ty tu robisz?- Zapytała Lili.
- Byłem po ciebie ale twoja mama powiedziała, że wyszłaś.
- Po co po mnie byłeś?
- Chciałem się z tobą umówić.
Lili wyczuła moje zdenerwowanie, mocniej chwyciła moje ręce i spojrzała na mnie. Trochę mnie to uspokoiło.
- Mam chłopaka. Właśnie tu ze mną stoi a ty go niepotrzebnie denerwujesz.
Pokazałem mu język jak pięcioletnie dziecko. W końcu ten frajer odszedł. Li odwróciła się przodem do mnie.
-Skąd on wiedział gdzie cie szukać?- Musiałem o to zapytać.
-Nie mam pojęcia.- Odpowiedziała chwytając mnie za rękę.- Idziemy się przejść?
-Jasne. A gdzie?
- Może idziemy pograć w kosza?
-Moi kumple tam są.
- To co będziemy razem w drużynie.
- Zgoda.- Spodobał mi się ten pomysł.
Przywitaliśmy się z chłopakami i przedstawiliśmy im składy. Gramy dwa na dwa a przegrani stawiają lunch. W przeciwnej drużynie gra Sam i Alfredo. Mitchel i Mike stawiali która drużyna wygra.
*KILKA MINUT PÓŹNIEJ*
Decydujący punkt. Ja i Lili wygrywamy. Rzuciłem piłkę która wpadła. W taki oto sposób panie i panowie wygrywa się mecz razem ze swoją dziewczyną. Podszedłem do niej a ona mnie pocałowała.
-Cholera Justin oszczędźcie widoków!- Krzyknął Alfredo.
- Nie- odpowiedziałem puszczając Lili.
Lil wskoczyła mi na plecy, zacząłem iść w stronę trybun gdzie wszyscy czekali.
-Lunch już jedzie- powiedział Alfredo.
- Co zamówiłeś?- Zapytałem siedząc z Li na kolanach.
- Chińszczyznę.
- O, dobrze zrobiłeś- odezwała się Lili zdejmując kaptur ze swojej głowy.
Zaśmiałem się, spojrzała na mnie pytająco. W odpowiedzi chwyciłem jaj twarz i pocałowałem. Pocałunek z chwili na chwilę robił się coraz bardziej namiętny. Dookoła nas było słychać jęki chłopaków które mówiły, że nie chcą na to patrzeć.
Gdy doszła chińszczyzna przestaliśmy. Oni tylko odetchnęli z ulgą. Oboje się zaśmialiśmy. Jedliśmy w ciszy. Wszyscy oprócz Lili zjedli wszystko. Można powiedzieć, że zjadłem połowę jej porcji.
Całą drogę powrotną dokuczałem jej. W odpowiedzi cały czas biła mnie w ramię. Poszliśmy do niej obejrzeć jakiś film.
Po drodze kupiliśmy popcorn i picie. Usiedliśmy na podłodze plecami opierając się o łóżko. Siedziałem obok Lili która położyła swoje nogi na moich. Odruchowo zacząłem ją głaskać po lewym udzie. Zauważyłem nasze zdjęcie zawieszone nad biurkiem. Uśmiechnąłem się. Wziąłem trochę popcornu i wróciłem do oglądania.
Obejrzeliśmy trzy filmy, ostatni kończył się o dwudziestej trzeciej.
- Co teraz robimy?- Zapytała odkładając pustą miskę na bok.
- Hymm.. To- zacząłem ją gilgać.
- Nie! Justin! Proszę! Przestań!
-Co z tego będę miał?
- A co chcesz?- Chwyciła moje ręce.
-Piwo i kanapkę.
- Serio?
-Tak.
- To chodź ze mną.
Zeszliśmy na dół. Usiadłem na krześle i patrzałem jak blondynka robi mi jedzenie. Później dała mi mi ją, wzięła dwa piwa i wróciliśmy na górę.
- Dziękuję- powiedziałem zamykając drzwi.
- Ostatni raz robię ci jedzenie.
- Dlaczego?
- Bo tak.
Podała mi piwo. Usiadłem na łóżku, dziewczyna usiadła na kręconym krzesełku obok biurka. Zrobiła mi zdjęcie. Spojrzałem na nią ostrzegawczo. Ponownie usłyszałem dźwięk aparatu robiącego zdjęcie.
- Przestań- jęknąłem.
-Nie.
- Dlaczego?
- Lubię robić zdjęcia.
- A ja nie lubię być fotografowany.
- Oj, biedny Bieber.
- Lurcias, przesadzasz.
- Nie wymawiaj mojego nazwiska.
- To ty nie używaj mojego - skończyłem swoje piwo.
- Zgoda- odpowiedziała i wzięła łyk swojego piwa.
- Lili.
-Tak?
- W poniedziałek moi rodzice wyjeżdżają z rodzeństwem i wracają w środę.
- No i co z tym?- Usiadła na mnie okrakiem.
- Planuję zrobić imprezę.- Położyłem ręce na jej bokach.
- I...?
- Chcę żebyś przyszła i mi pomogła.
- Zastanowię się.
Usłyszeliśmy trzask zbitej szklanki. Zbiegliśmy na dół gdzie stał Austin. Przy jego bosych stopach leżało szkło.
- Co się stało?- Spytałem bo Li nie była w stanie mówić.
- Lili, tata jest w szpitalu.
_____________________________________
No więc witam was.
Jak tam w szkole?
Czy ktoś ma ferie??
Bo ja szkołę.
Jak myślicie co stanie się w kolejnym rozdziale??
Miłego wieczoru życzę..
/ Lil

szkoła, trudno mega trudno w szkole:c
OdpowiedzUsuńnsjbdiufguiwe czekam na nastepny*.*
mysle ze lili sie przejmie,i nie pomoze justinowi.
albo Austin żartował :D
Super!<3 /marcelaxd
OdpowiedzUsuń