muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=7HVvnfB-SPo

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 4- Lili and Justin

Z dedykacją dla Wiktorii Misiornej, koleżanki przez którą dodaje rozdział po raz 3 tego samego dnia! A także chciała dedyka!
*LILI*
Obudziłam się wcześnie rano. nie bardzo pamiętam wczorajszą noc ale wiem, że tańczyłam z Justinem. Bardzo często. Uśmiechnęłam się do siebie jak jakaś idiotka.  Odwróciłam głowę na drugi bok i zauważyłam Justina. Muszę stwierdzić, że ma ciepłą tą kołdrę. Chwila.. Co?! Spałam z Bieberem? Ale my... Nie to nie możliwe. Nie zrobił mi tego. Wstałam i na palcach poszłam do łazienki, po drodze biorąc swoją torebkę. Wygrzebałam z niej chusteczki do demakijażu i zmyłam rozmazany tusz. Włosy związałam w niechlujny kok. Pomalowałam rzęsy i wyszłam z toalety. Justin nadal spał. Włożyłam swoją wczorajszą sukienkę i wyszłam z jego domu kierując się ku swojemu. Napisałam mu esemesa żeby nie zamartwiał się moim zniknięciem.
Hej! Nie martw się o mnie. poszłam do siebie.
 Dzięki za zabranie mnie na tą imprezę!

Upss.. Mam nadzieję, że go nie obudziłam. Po cichu weszłam do swojego pokoju, ponieważ wszyscy jeszcze spali. Szybko przebrałam się we wczorajsze spodenki, włożyłam biały top i na to kolorową koszulę z krótkim rękawem. Standardowo na mojej szyi wisiały słuchawki a na głowie był kolorowy full cap. Wyszłam ze swojej sypialni aby zobaczyć czy Austin jeszcze śpi. Mama będzie po południu. Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Mój telefon zawibrował dając mi znak, że dostałam esemesa.

Dzięki, że napisałaś bo bym się martwił.
Jestem ci winien kawę....
 Więc może pójdziemy dzisiaj ?

Chwila namysłu. Dzisiejsze popołudnie mam wolne.  Chyba nic się nie stanie jak wyjdę.

Okej, wpadnij po mnie o 14:00.
Skończyłam śniadanie i umyłam zęby. Wróciłam do pokoju Austina. A może obudzimy go? Taki mały prezent mu nie zaszkodzi na nowy dzień. w końcu jest 09:00.
- Austin!- Krzyknęłam. Gdy nie zareagował podłączyłam do jego wierz swoją MP4 i zgłośniłam na maksa.
Natychmiastowo spadł z łóżka nie wiedząc co się dzieje. Zaczęłam się śmiać. Gdy był już całkowicie rozbudzony wyłączyłam muzykę.
- Dobrze się czujesz kobieto?!- Zaczął wrzeszczeć.
- Tak, kto wypuścił Nate'a do szkoły?
- Jaxon po niego przyszedł. Mama ich odbierze.
- Wiem. Zrobić  ci śniadanie?
- Dzięki.- Wysłał w moją stronę fałszywy uśmiech. Pokazałam mu język i zeszłam zrobić mu płatki.
Chwilę później stał w kuchni ubrany w dresy od biegania.
- Idziesz biegać?- Zapytałam przerywając ciszę.
- Yhymm.. Tak. Wrócę za godzinę. Zostaw mi klucze pod wycieraczką.
- Okej.
Chwilę po jego wyjściu wyszłam i ja. Jak zwykle kierowałam się w stronę parku.  Dzisiaj na boisku od koszykówki nie było nikogo. Wykorzystałam okazję i poprosiłam faceta który opiekuje się tym boiskiem, aby dał mi piłkę. Stanęłam w dość dużej odległości od kosza.
Odbijałam piłkę aż w końcu byłam gotowa rzucić. O matko! Trafiłam! Nie grałam prawie dwa lata a moja forma wciąż taka sama? Cud jakiś. Zaczęłam kozłować piłkę i biegać z nią po całym boisku.
- Brawo!- Ktoś krzyknął za moimi plecami. Piłka wypadłą mi z rąk i poleciała w stronę z której dochodził głos.
Odwróciłam się by ujrzeć swojego sąsiada.
- Nie wiedziałem, że jesteś fanką sportu.
- W szkole byłam kapitanem drużyny koszykarskiej. Nie grałam prawi dwa lata.
- A forma ci nie spadła. - Zaśmiałam się.- Co powiesz na mecz?
- Zgoda. Ja zaczynam.
*PIĘTNAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ*
No więc mecz zakończył się remisem 10;10. Siedzimy na przeciwko siebie w kawiarni niedaleko parku. Tematem naszej dzisiejszej rozmowy był sport. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi do póki nie zszedł na temat koszykówki.
- Serio byłaś kapitanem?- Spytał kończąc swoją kawę.
- Tak, trzy lata z rzędu.
- To rzeczywiście musiałaś być dobra.
Przytaknęłam. Po skończeniu kawy poszliśmy na plac zabaw. Dziś zamieniliśmy się czynnościami. Justin huśtał się na huśtawce  a ja zjeżdżałam na zjeżdżalni.
- Justin- zaczęłam niepewnie.- My wczoraj nic..... Nie zrobiliśmy niczego głupiego.
- Nie. Po prostu mówiłaś, że nie chcesz spać sama.
- Serio?- Usiadłam na huśtawce obok.
- Tak. Nie okłamał bym cię.
Zapadła cisza.
*JUSTIN*
Nie wiedziałem o czym z nią gadać. Obejrzałem się w prawo skąd dochodziły dziwne głosy. W naszą stronę szli moi kumple. Dzięki ci!  Gdy byli dość blisko byśmy ich usłyszeli krzyknęli chórem:
- Siema gołąbeczki!- Spojrzałem na Lili a ona na mnie. O mało co nie wybuchliśmy śmiechem.
- Siema- Powiedziałem, zaraz za mną to samo powiedziała moja "dziewczyna".
- Widzieliśmy was na boisku. Smajl, muszę przyznać grasz całkiem nieźle.- Powiedział Alfredo kierując się w stronę Lili.
- Dzięki- odpowiedziała trochę nieśmiało. dla otuchy chwyciłem jej dłoń.
Po dość długiej rozmowie postanowiliśmy, że pójdziemy na lody.
  Jedna myśl wciąż chodziła mi po głowie. Lili zapytała mnie czy wczoraj w nocy zrobiliśmy coś głupiego. Gdy temu zaprzeczyłem  była trochę smutna ale w jej oczach widniała ulga.
Czy ona coś do mnie czuje? A może wolała się tylko upewnić?
Noe znam odpowiedzi ale prędzej czy później znajdę odpowiedzi na te pytania.
O 16:00 odprowadziłem ją do domu aby zjadła obiad. Sam uczyniłem tak samo. W domu przy stole byli już wszyscy: mama, tata, Jaxon i Jazzy. Brakowało tylko mnie w tym rodzinnym obrazku.
- Co na obiad?- Zapytałem siadając przy stole obok Jazzy.
- Spaghetti- odpowiedziała mama.
- To super.
- Kim była ta dziewczyna która wczoraj u ciebie była?- Wtrącił się tata.
- Jaka? Ah, ta.. To była Lili. Nasza sąsiadka.
- To ją przed chwilą odprowadziłeś do domu?- Dalej wypytywał.
- Yhymm.. Tak.
- Jesteście parą?- Wypaliła Jazzy.
- Co?! Nie! To przyjaciółka!.
- Yhymm.. Przyjaciółka.- Po tym zdaniu wypowiedzianym przez mamę zaczęliśmy jeść.
Skończyłem posiłek i udałem się do swojego pokoju. spojrzałem na telefon. Miałem jedną wiadomość od Lil.
Twoi koledzy są denerwujący.

Zaśmiałem się do siebie.
________________________________________________________
Uduszę! Po prostu uduszę!! Jutro wstawiam jeden rozdział i koniec!!
Czekam na komentarze! Można z anonima, miłego wieczoru ;**

3 komentarze: